Personalizm chrześcijański stawia w centrum osobę. Godność osoby wyklucza jakiekolwiek przedmiotowe jej traktowanie. Jan Paweł II mówi o tzw. normie personalistycznej. W swej formie pozytywnej mówi ona iż „osoba jest takim dobrem, iż jedyne i pełnowartościowe odniesienie do niej stanowi tylko miłość”. W swej formie negatywnej natomiast mówi ona, iż „osoba jest takim dobrem, iż jakiekolwiek traktowanie jej jako środka do celu jest moralnie złe”. Złem jest traktować człowieka jako środek do celu. Złem jest używać człowieka do zaspokojenia własnych potrzeb i korzyści. Wszelkie formy niesprawiedliwości społecznej znajdują swoje źródło w przedmiotowym traktowaniu osoby. Dopóki nie zaczniemy traktować człowieka jako osoby, będziemy dostrzegać w nim tylko towar do sprzedania bądź kupienia. To co człowiek robi będzie dla nas ważniejsze od tego kim człowiek jest. Dziki kapitalizm budowany jest zawsze na przedmiotowym traktowaniu człowieka. Wiele osób w Polsce pracuje dziś za absolutne minimum, które nie wystarcza na godziwe życie. Ich praca nie jest właściwie wynagradzana, oni zaś sami traktowani są jako towar zamienny w myśl zasady „ na twoje miejsce mam stu innych”. Wskutek tego przepaść pomiędzy bogatymi a ubogimi staje się nieproporcjonalnie duża. Za marne wynagrodzenie jednych „obrastają w tłuszcz” inni. Eksploatacja człowieka jest nie do pogodzenia z etyką chrześcijańską oraz  głęboko nie-ewangeliczna w swojej istocie. Ubóstwo materialne biednych zawsze pociąga za sobą ubóstwo moralne bogatych. Ci, którzy bogacą się na drodze niesprawiedliwości tracą siebie. Paradoks polega na tym, iż człowiek, który posiada niewiele może okazać się bogatszym w swoim człowieczeństwie od tego, który ma wszystko. Mieć nie zawsze znaczy bardziej być. Człowiek wzrasta poprzez dobro, które czyni; umniejsza się zaś zawsze gdy czyni zło i postępuje niesprawiedliwie.