Im bardziej zrezygnujemy z siebie tym bardziej jesteśmy dla Boga, im bardziej jesteśmy dla Boga tym bardziej jesteśmy dla drugiego człowieka. Nie jest łatwo zrezygnować z siebie. To, co św. Paweł określa mianem starego człowieka ciągle w nas żyje i domaga się uwagi. Pragnienie znaczenia, władzy i panowania nad drugim człowiekiem jest w nas tak silne, że tylko ten, kto patrzy na Jezusa ubogiego i pokornego jest w stanie uwolnić się od egocentryzmu i szukania siebie. Moc Jezusa Zmartwychwstałego działa w sercach ubogich. „Błogosławieni ubodzy w duchu albowiem do nich należy królestwo niebieskie”. Sam Jezus stał się ubogim aby nas ubóstwem swoim ubogacić. Człowiek ubogi to ten, kto Boga stawia w centrum. Jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu, mawiał św. Augustyn, wszystkie inne rzeczy będą na właściwym miejscu. Nieporządek w życiu człowieka, brak dobrych relacji z bliźnimi, moralny chaos i niepokój, bierze się z stąd, że Bóg zostaje odsunięty na plan dalszy. Znaleźć Boga, to odzyskać utracony przez grzech porządek i pokój serca. Boga jednak znajdują tylko ludzie pokorni: „Bóg pysznym się sprzeciwia a pokornym daje łaskę”. Pycha jest formą śmierci duchowej. Tutaj człowiek siebie stawia w miejsce Boga a innych postrzega jako zagrożenie dla własnej chwały. Im bardziej człowiek koncentruje się na sobie, tym bardziej staje się nieufny wobec bliźnich. Obsesja władzy dyktatorów prowadziła w konsekwencji do ludobójstwa. W podejrzeniu o spisek, Herod Antypas wymordował połowę swojej rodziny. Stalin nie ufał nikomu, człowieka zaś postrzegał jako problem, bardziej do usunięcia niż rozwiązania. U źródeł rozwodów leży często egoizm i brak zgody na ofiarę z siebie. Każda relacja jest w jakimś sensie konfliktem potrzeb i interesów. Zwycięsko wychodzą z tego konfliktu tylko ci, którzy widzą swoje powołanie jako drogę rezygnacji z siebie by pełniej żyć dla innych.