Niedziela, którą co tydzień przeżywamy, ma chronić nas przed spłyceniem życia. Dzięki niej mamy poczuć wielobarwność, złożoność i bogactwo życia. I bynajmniej nie chodzi tutaj jedynie o spełnienie obowiązku uczestnictwa we mszy św.

„Wtedy zgromadził się cały lud, jak jeden mąż, na placu przed Bramą Wodną. I domagali się od pisarza Ezdrasza, by przyniósł księgę Prawa Mojżeszowego, które Pan nadał Izraelowi. 2 Pierwszego dnia miesiąca siódmego przyniósł kapłan Ezdrasz Prawo przed zgromadzenie, w którym uczestniczyli przede wszystkim mężczyźni, lecz także kobiety oraz wszyscy inni, którzy byli zdolni słuchać. I czytał z tej księgi, zwrócony do placu znajdującego się przed Bramą Wodną, od rana aż do południa przed mężczyznami, kobietami i tymi, którzy rozumieli; a uszy całego ludu były zwrócone ku księdze Prawa. Pisarz Ezdrasz stanął na drewnianym podwyższeniu, które zrobiono w tym celu. I Ezdrasz błogosławił Pana, wielkiego Boga, a cały lud z podniesieniem rąk swoich odpowiedział: “Amen! Amen!” Potem oddali pokłon i padli przed Panem na kolana, twarzą ku ziemi. Czytano więc z tej księgi, księgi Prawa Bożego, dobitnie, z dodaniem objaśnienia, tak że lud rozumiał czytanie. Wtedy Nehemiasz, to jest namiestnik, oraz kapłan-pisarz Ezdrasz, jak i lewici, którzy pouczali lud, rzekli do całego ludu: “Ten dzień jest poświęcony Panu, Bogu waszemu. Nie bądźcie smutni i nie płaczcie!” Cały lud bowiem płakał, gdy usłyszał te słowa Prawa. I rzekł im Nehemiasz: “Idźcie, spożywajcie potrawy świąteczne i pijcie napoje słodkie – poślijcie też porcje temu, który nic gotowego nie ma: albowiem poświęcony jest ten dzień Panu naszemu. A nie bądźcie przygnębieni, gdyż radość w Panu jest waszą ostoją”( Ne 8, 1-4a.5-6.8-10).

W powyższym czytaniu usłyszeliśmy piękny opis nabożeństwa słowa u Izraelitów podczas Święta Namiotów. Historia ta dzieje się w połowie V w. przed Chr. Izraelici po kilkudziesięciu latach niewoli wrócili z pokonanego przez Persów Babilonu. Jerozolima zniszczona. Świątyni w zgliszczach. Elita kraju zdziesiątkowana. Cały system państwowy w rozsypce. Teraz Izrael stał się perską prowincją z dużą autonomią. Do tego ludzie odczuwają dojmujący wstyd, że cała ta katastrofa wydarzyła się z powodu ich win i odejścia od Jahwe. 

I oto w takiej sytuacji lud nagle domaga się słowa, szuka światła, umocnienia. Zaczyna słuchać Prawa. Jest to pięć pierwszych ksiąg Starego Testamentu. Tworzą zapis przymierza między Bogiem a ludem, w którym Bóg mówi: „Ja sam was wybrałem i ukochałem, nie z powodu waszej nieskazitelności, ale dlatego, że tak chciałem”. Prawo czyli Tora można także określić jako swoistą konstytucję ówczesnego Izraela. Czytając Prawo, lud powraca do początku. I co się dzieje? Pod wpływem Bożego Słowa zaczynają płakać. Z jednej strony są to łzy zawstydzenia, że oddalili się od Pana. Z drugiej łzy radości, że Pan ich jednak przyjmuje na nowo. Pociesza ich, dotyka swoim Słowem. Przygarnia do siebie. Powiada: „Nadal jesteście moim ludem ukochanym. Każdy bez wyjątku”. „Radość w Panu” polega na tym, że dzięki Niemu nasze jutro zawsze może być lepsze. Bóg to dziwny partner umowy. Bo jeśli ją złamiemy, ale żałujemy, On przyjmuje nas z powrotem. Nie obraża się. Nie odwraca się od nas.

Dla nas, chrześcijan, „dniem poświęconym Panu” jest każda niedziela. Co to znaczy? Pójście na godzinę do kościoła, żeby nie popełnić grzechu? Tak, to jest ważne. Ale dzisiejsze Słowo Boże mówi nam, że chodzi tutaj o coś więcej. O coś pozytywnego, a nie o grzech. W gruncie rzeczy „dzień poświęcony Panu” oznacza również dzień poświęcony mnie samemu i bliźniemu. Popatrzmy, przede wszystkim winien to być dzień słuchania – najpierw Boga, ale też siebie samego, drugiego człowieka, swoich bliskich w domu, co ma zaowocować radością, a nie smutkiem.
Izraelici przychodzą na nabożeństwo świadomi własnych win i kary, jaką za nie ponieśli. Kiedy budzimy się w niedzielny poranek, mogą towarzyszyć nam podobne uczucia: zmęczenie, przygnębienie, chaos wewnętrzny. Może nie zawsze jesteśmy zadowoleni z tego, jak przeżyliśmy tydzień. Może zmarnowaliśmy jakąś szansę. Może nie zauważaliśmy naszych bliskich w potrzebie. Może za bardzo myśleliśmy o sobie. Niedziela jest po to, aby się zatrzymać. Spojrzeć na miniony tydzień z lotu ptaka. Aby za radą św. Piotra, „wszystkie nasze troski przerzucić na Pana, gdyż Jemu zależy na nas”. Jeśli nie będziemy przystawali w tym życiowym biegu, to wpadniemy w błędne koło zależności, gonitwy, wyczerpania, poczucia bezsensu. 

Słowo Boże, które słuchamy w Kościele czy w domu to nie informacja z gazety. Słowo Boga jest stwórcze. Nie jest tylko środkiem porozumiewania się czy nazywania rzeczywistości. Słowo Boga kształtuje i odnawia. Żeby coś usłyszeć, musimy przerwać nasze rutynowe zajęcia. Musimy się nieco uspokoić. Po pierwsze, w świetle tego słowa trzeba najpierw spojrzeć, co Pan uczynił w zeszłym tygodniu dla mnie. Uczymy się w ten sposób tak bardzo potrzebnej postawy wdzięczności. Nie wszystko zależy ode mnie. Cały świat nie stoi na mojej głowie. Moja firma się nie zawali, jeśli jeden dzień nie będę o niej myślał. Po drugie, warto sobie postawić bardzo podstawowe pytania: Po co ta cała praca, zaangażowanie, trud? Po co studia, zdawanie egzaminów? Jaki to ma sens? Nie bójmy się czytać i rozważać Pismo św. Może przynajmniej w niedzielę poświęćmy na to 10- 15 minut. Nie musimy być teologami. Tutaj znajdziemy pokrzepienie, wskazówki, pocieszenie. Naprawdę. Trzeba tylko spróbować. Tutaj znajdziemy zaspokojenie głodu duchowego, którego w sobie nigdy nie zagłuszymy.

Chrześcijaństwo to nie tylko obowiązek i czysta duchowość. Bóg nie chce ograbiać nas z radości i przyjemności życia. Przeciwnie, chce abyśmy kosztowali pełnię życia, także cieleśnie. Nehemiasz mówi: „Idźcie do domów, jedzcie, pijcie, radujcie się”. Radość w Panu oznacza ucztowanie. Wyraźnie widać, że Nehemiasz nie ma na myśli zwykłego napełniania żołądka. Jedzenie i picie pozwala nam kosztować radości życia. Podczas posiłków odczuwamy przyjemność, zadowolenie, spokój. To nie są uczucia przeciwne Bogu i religii. One się wiążą z „radością w Panu”. Niedzielny obiad, może raz w tygodniu, może być taką okazją, aby posiedzieć przy stole dłużej, ugotować coś lepszego, a nie jak w tygodniu na szybko, odgrzewane. Warto zjeść spokojnie jakiś deser. Wszystko po to, aby stół nas łączył, uczył rozmawiania. Niedziela jest dniem wspólnoty. Warto częściej wybierać się na spacer, poruszać się trochę, uprawiać sport, posłuchać ulubionej muzyki, pójść do kina. Słowem, zrobić coś, żeby pokrzepić ciało i ducha.

Nehemiasz mówi: „Zanieście temu, który nic gotowego nie ma”. Tutaj nie chodzi tylko o pokarm fizyczny, lecz o kontakt. Pójście do kogoś, kto czuje się samotny. Odwiedziny kogoś, kto cieszy się z mojej obecności. Niedziela jest czasem budowania relacji, ożywiania ich, umacniania. Co nam po pracy i nawet górze pieniędzy, jeśli nie dbamy o rozwój naszych relacji z innymi? Co nam przyjdzie z całej harówki, jeśli nie mamy do kogo się odezwać lub wesprzeć kogoś swoim słowem? 

„Potrawą świąteczną” jest dla nas Ciało Chrystusa, które przyjmujemy podczas mszy św. Dzięki niemu obowiązki, trudy i wyzwania nadchodzącego tygodnia nie będą dla nas samym mozołem. On nas pocieszy, wzmocni wewnętrznie, chociaż nie wyręczy nas od pracy. Poda nam rękę. Weźmie nasze brzemię na siebie. Nie bójmy się Mu go powierzyć, aby każdy tydzień zaczynać ciągle od nowa.

Homilia, 21 stycznia 2007