(Homilia wygłoszona podczas mszy św. z okazji ślubu Ani i Macieja)

Bardzo często życzenia, które słyszy młoda para w dzień zawarcia sakramentu małżeństwa brzmią: „wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia”. Życzenia te są  ustaloną formułą, którą zawsze wypada powiedzieć, nawet wtedy kiedy się nie wie za bardzo co powiedzieć. Życzenia te przypominają młodej parze o tym, że odtąd ich wędrowanie przez życie będzie wspólne. Sakramentalnie, nowa droga życia, to droga wspólnego pielgrzymowania w wierze. To wspólne pielgrzymowanie w wierze dla wierzących w Chrystusa jeśli ma być udane nie może być pielgrzymowaniem bez Jezusa. W sakramentalnym „tak” narzeczeni godzą się na to by Jezus był ich drogą. Nowa droga życia oznacza zatem nie tylko drogę w dosłownym słowa tego znaczeniu ale nade wszystko oznacza osobę Jezusa Chrystusa, który sam powiedział o sobie że jest drogą, prawdą i życiem. Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia to inaczej wszystkiego najlepszego w waszym wspólnym wędrowaniu z Jezusem.

Wspólnie wędrować z Jezusem, to pozwolić mu być częścią tego, co najbardziej nasze a zarazem tego, co składa się na naszą codzienność. Jezus obecny w naszym domu, naszej kuchni, sypialni, wspólnych wyjazdach, napięciach, troskach, dla wielu jest to przerażająca perspektywa. Dlatego wiele chrześcijańskich małżeństw preferuje postawić Boga na pomniku i palić mu świeczkę od niedzieli, świąt i wyrzutów sumienia. Taki Bóg, który stoi na pomniku jest Bogiem „bezpiecznym”, trzymanym na dystans, do którego przychodzi się tylko wtedy kiedy się czegoś od niego potrzebuje bądź wtedy kiedy ma się na to ochotę. Bliskość Boga przeraża człowieka. Dlatego w ks. wyjścia naród wybrany nie chce podejść do Boga ale mówi do Mojżesza, mów ty z nami, a my będziemy cię słuchać! Ale Bóg niech nie przemawia do nas, abyśmy nie pomarli!. Już od upadku w raju człowiek unika intymnej relacji z Bogiem. Ciągle chowa się w krzakach przed Bogiem a Bóg nieustannie woła i pyta „gdzie jesteś”? Bóg pragnie iść razem z człowiekiem przez życie. Przez całe tysiąclecia Bóg przygotowywał nas do takiej relacji ze sobą. Stopniowo jakby oswajał nas z tą myślą, że naszym celem jest żyć w komunii z Nim. Dla wielu Bóg jest najważniejszy do tego stopnia, że niczym drogocenna biżuteria jest zamykany w sejfie i służy jako taryfa przetargowa na ciężkie czasy. Bóg nie chce być najważniejszy. Bóg chce być po prostu obecny w naszej, ludzkiej, codziennej rzeczywistości. Bóg najważniejszy, bardzo często jest Bogiem nierealnym. Wiele osób na pytanie „czy Bóg jest dla ciebie najważniejszy” odpowie że tak, w rzeczywistości jednak  jest On nieobecny, daleki, z przodu bądź z tyłu ale nigdy obok.

W ks. Wyjścia czytamy A Pan szedł przed nimi w dzień jako słup obłoku, by ich prowadzić drogą, w nocy zaś jako słup ognia, aby im świecić, żeby mogli iść we dnie i w nocy. Nie ustępował sprzed ludu słup obłoku we dnie ani słup ognia w nocy (Wyj13:21, 22). Dopóki Pan był przed nimi szli bezpiecznie. Po przejściu przez morze czerwone jednak, kiedy zniknęło bezpośrednie niebezpieczeństwo śmierci lud zaczął szemrać przeciwko Bogu i obmyślać własną receptę na szczęście. Bóg został z tyłu idąc za swym ludem. Nie przestawał jednak przez Mojżesza i proroków nawoływać do nawrócenia i przemiany serc. Nawołując do nawrócenia Bóg nie prosił o nic innego jak o to by pozwolili mu ze sobą iść, by pozwolili mu być obok, by nie stawiali Go na pomniku ale z Nim razem wędrowali w wierze do ziemi obiecanej. 

Usłyszana Ewangelia dobrze pokazuje co to znaczy pozwolić Jezusowi wejść w ludzkie życie. Jezus przybliża się dziś do uczniów, którzy są w drodze do Emaus, aby z nimi iść. Dyskutują oni ze sobą o tym wszystkim, co wydarzyło się w Jerozolimie.

Ewangelia nie mówi nam kim byli uczniowie. Przyzwyczailiśmy się to tego, że byli to apostołowie; ale równie dobrze mógł to być Kleofas i jego żona Maria. Dyskutowali ze sobą w drodze o tym co w tamtym momencie było dla nich najważniejsze. Jezus przybliża się do nich dyskretnie. Zauważmy, Pan nie idzie już przed nimi jak szedł przed Izraelitami w słupie ognia i obłoku, ani też nie idzie za nimi. On chce iść obok nich, razem z nimi. Takie jest pragnienie Jezusa, On chce iść obok człowieka, razem z człowiekiem. Chce być przyjacielem, towarzyszem drogi, Bogiem zanurzonym w ludzką codzienność. Jako Bóg mógł przecież rozwiać ich problemy w ułamku sekundy, dać im, czy może bardziej podać im niejako na tacy gotowe wyjaśnienie całej sytuacji. On jednak chce z nimi przejść przez problem, z nimi przejść przez trudność. Bóg jest cierpliwym nauczycielem. Nie udziela gotowych rozwiązań ale zniża się do naszego poziomu by wspólnie z nami dojść do prawdy. Jakaż to musi być cierpliwość Boga, jakaż pokora. On, który wie wszystko staje przed człowiekiem w postawie poszukiwania, dostosowuje się do jego nastroju, humoru, sytuacji. Być może trudno nam w to uwierzyć ale nasze problemy, bez względu na to jakie one są, są także problemami pana Boga. Jeśli stawiamy Boga na pomniku albo przed nami w obłoku sentymentalnych wzruszeń; bądź też za nami, próbując samemu rozwiązywać trudności, to zamykamy mu drogę do relacji z nami, a Bóg tego właśnie najbardziej pragnie – być w żywej, intymnej, dynamicznej relacji z człowiekiem. Wtedy nasze życie staje się ciekawe. Nasza modlitwa jest ciekawa, nasze relacje są ciekawe. Im bardziej Bóg staje się realny w naszym życiu tym mniej w naszym życiu nudy i zniechęcenia.

Kochani, przed wami nowa, wspólna droga małżeńskiego życia. W waszym wspólnym życiu małżeńskim będą różne momenty, momenty radości i zachwytu nad pięknem waszej miłości, ale także momenty podejmowania trudnych wyzwań  jakie niesie ze sobą życie. Niejednokrotnie jak uczniowie z Emaus, będziecie żywo dyskutowali między sobą o tym, co się wydarza w waszym życiu. Pozwólcie Jezusowi iść obok, pozwólcie by was pocieszał, konfrontował, kontestował; tak jak uczniów w drodze do Emaus. Zauważcie, że relacja Jezusa do uczniów jest nacechowana pewnego rodzaju spontanicznością, która pozwala Jezusowi powiedzieć „o nierozumni”, co w oryginale dosłownie oznacza „o głuptasy”. O taką relację z Panem Bogiem chodzi. Chodzi o to by Jezus czuł się w naszej obecności jak u siebie, pośród przyjaciół, którym może powiedzieć „głuptasy”, jeśli trzeba. Jezus dziś wchodzi w wasze życie. Do tej pory był on żywo obecny w życiu każdego z was z osobna. Wasze zagazowanie w duszpasterstwie, częste eucharystie, pielgrzymka na Jasną Górę, indywidualne modlitwy, w tym wszystkim był obecny Pan dla każdego z was z osobna. Dziś staje się obecny inaczej. Jest obecny dla was razem. Sakramentalne „tak” sprawia, że od dziś to już nie będzie „ja i mój Jezus” ale „my i nasz Bóg”, z którym chcemy budować naszą wspólnotę małżeńską i rodzinną. Módlcie się często do Boga razem, rozmawiajcie z nim, sprzeczajcie się z nim jeśli trzeba, ale nigdy nie stawiajcie Go na pomniku, nigdy daleko za Nim ani daleko przed Nim. Zawsze obok, jak z uczniami w drodze do Emaus. To krzesło, prezent duszpasterstwa akademickiego dla was niech wam przypomina, że pośród wielu krzeseł, które macie w domu to jedno zawsze jest dla Niego. Emmanuel „Bóg z nami” chce być pośród was, z wami przez całe wasze życie, aż do końca.

O to prosimy Pana, by wasze małżeństwo było Bogiem silne. Byście w Nim złożyli nadzieję, byście mu ufali, nawet wtedy, kiedy będzie trudno. Niech Maryja, matka pięknej i czystej miłości uprasza wam najpiękniejsze łaski i zawsze zachowa blisko Serca Jezusa. Amen