Pewien kapłan opowiadał mi kiedyś o tym jak został zaproszony przez wspólnotę sióstr w Birminghen, w Anglii do odprawienia dla nich mszy św. Po eucharystii i wspólnej kolacji, kapłan ten udał się w drogę powrotną do domu. Mgła jednak była tak gęsta, że zaraz po wyjściu z konwentu stracił on całkowicie orientację w terenie, tak że nie wiedział zupełnie gdzie jest. Anglia znana jest z tego, że mgły potrafią być tam tak gęste, że czasem trudno jest nawet zobaczyć własną dłoń. Zdezorientowany nagle usłyszał kroki na ulicy. Były to kroki pewne i zdecydowane kogoś, kto nic sobie nie robił z tego, że widoczność była tak słaba. Okazało się, że był to niewidomy mężczyzna, który wyszedł na spacer by rozprostować kości po kolacji. Kiedy kapłan pozdrowił go i oznajmił mu, że zgubił drogę na plebanię, człowiek ten z radością odpowiedział „Proszę mi pozwolić księdza odprowadzić. Znam dobrze tę okolice. Mieszkam tu od 20 lat”. Człowiek ten rzeczywiście znał na pamięć okoliczny teren. Miał on jakby w sercu wyrytą topografię terenu; znał każdy zakręt, każde przejście dla pieszych. Miał on w sobie jakby wewnętrzny kompas dzięki któremu mógł tak sprawnie poruszać się w terenie.

Jezus mówi dziś o sobie, że jest drogą, prawdą i życiem. Pierwsi wyznawcy Chrystusa nim zostali określeni mianem chrześcijan znani byli jako naśladowcy drogi. Jezus był dla nich drogą do ojca, jedyną pewną drogą prowadzącą do życia. W okresie prób i prześladowań, szli oni pewnie przez życie wiedząc komu zaufali. Jezus był jakby mapą w ich sercu, pewnym kompasem, który pozwalał im iść w dobrym kierunku i chronił przed duchową dezorientacją. Pomimo mgły na zewnątrz tj. pomimo prześladowań i cierpienia byli oni w stanie do końca utrzymać właściwy kierunek w życiu. Szli pewnie i byli w stanie innych bezpiecznie doprowadzić do domu, jeśli tylko pozwolili się im prowadzić.

Aby posiadać tak pewny kierunek w życiu, trzeba nam zaufać Jezusowi i pozwolić by nas prowadził. Pan nas dzisiaj do tego zachęca, kiedy mówi „Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? i we mnie wierzcie”. Uwierzyć Jezusowi tzn. poznawać go, naśladować i w Nim szukać pewności i mocy. Te słowa kieruje Jezus do swoich uczniów w bardzo ważnym momencie swojego życia – podczas ostatniej wieczerzy. Kiedy blisko jest jego przejście z tego świata do ojca, Pan zachęca swych przyjaciół by mu uwierzyli, by nie trwożyli się i nie lękali przeciwności, które przyjdą. Żaden przywódca religijny nigdy nie powiedział o sobie, że jest drogą. Lao Tse – twórca taoizmu mawiał „pozbądź się wszelkich pragnień a osiągniesz spełnienie na ziemi. Nie jestem jednak pewien, czy to doprowadzi cię do życia wiecznego”. Podobnie Budda nawoływał do osiągnięcia nirwany, czyli stanu obojętności, jednak nie był pewien, czy ten stan prowadzi do Boga i wiecznego trwania. Także Mahomet powiedział, iż nie ma nadziei na przyszłość jeśli Bóg mu jej nie da i nie okryje go płaszczem miłosierdzia.

Tylko Jezus mówi o sobie „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. Zauważmy, że Jezus nie mówi o sobie „ja znam drogę”, ale „ja jestem drogą”;  nie mówi „znam prawdę” na wskutek jakiegoś szczególnego oświecenia, ale „jestem prawdą”; nie mówi także „znam sposób na życie i receptę na szczęście”, ale „jestem życiem”. Tylko Bóg może tak o sobie powiedzieć. Mówiąc tak o sobie, Jezus zaprasza nas do relacji z Nim. Nie ma innego sposobu na to aby znaleźć drogę, poznać prawdę i osiągnąć życie jak poznać Jezusa i wejść w głęboką relację przyjaźni z Nim. Rozumieją to dobrze apostołowie w dzisiejszym pierwszym czytaniu z dziejów apostolskich, kiedy ustanawiają diakonów do tego by rozdawali chleb i troszczyli się o ubogich. Troska o ubogich zawsze była i jest ważnym powołaniem kościoła. Ważniejszym jednak wydaje się być trwanie w obecności Pana, poznawanie go, by stawać się według jego myśli i serca. Tylko wtedy możemy prawdziwie służyć, jeśli wejdziemy w relację z Jezusem. Św. Ignacy mówił o potrzebie poznania Jezusa po to byśmy mogli Go bardziej kochać i wierniej naśladować. Poznać, pokochać, naśladować Jezusa. Zauważmy, że działanie jest dopiero na trzecim miejscu. Jeśli chcemy dobrze działać musimy działać tak, jak działał Jezus. Aby jednak żyć i działać jak Jezus, trzeba nam Go wpierw poznać, trzeba nam z nim być.

Sam Pan w swoim życiu na ziemi bardzo często spędzał czas na modlitwie do ojca. Zawsze przed podjęciem ważnych decyzji, Jezus spędzał czas z ojcem. To bycie z ojcem było warunkiem owocności jego misji. Jego życie było owocne, gdyż było zanurzone w ojcu. Jezus nigdy nie chodził we mgle, gdyż w Jego sercu był ojciec, który pozwalał mu kroczyć pewnie w momentach chaosu i zamieszania. Wystarczy spojrzeć na scenę przesłuchania Jezusa przed Sanhedrynem. Pamiętamy, iż wystąpiło wielu fałszywych świadków, którzy ze sobą nawzajem nie potrafili się zgodzić. Ewangeliści dobrze oddają zamieszanie i niepewność całej sytuacji. W filmie Gibsona „Pasja” kiedy Jezus jest prowadzony przed Sanhedryn na zewnątrz panuje gęsta mgła. To wszystko ma nam uświadomić duchowe zamieszanie wokół całej sprawy Jezusa. Nikt już nie wie co myśleć, nikt nie wie dokąd iść. Tylko Jezus zachowuje pewność w całej tej sytuacji, tylko on wie skąd wychodzi i dokąd zmierza. Jest to możliwe tylko dlatego, że zna on Ojca i czyni tylko to, co się ojcu podoba.

Także i naszym życiu są momenty mgły, kiedy nie wiemy dokąd iść. Niekiedy jesteśmy tak dalece zdezorientowani, że nie wiemy jaką decyzję podjąć, w którym kierunku pójść. Jesteśmy jak wspomniany kapłan przed konwentem sióstr w Birminghem; bezradni, nasłuchujący tylko czy ktoś się nie pojawi aby nas wybawić z trudnej sytuacji. W chaosie i zamieszaniu duchowym trzeba nam pamiętać o słowach Jezusa „Ja jestem drogą”.  Aby nasze decyzje były twórcze i życiodajne, trzeba nam nieustannie wpatrywać się w Jezusa, stawać się jego przyjacielem, nabierać Jego sposobu myślenia i stylu życia. Tylko wtedy będziemy mogli iść pewnie po wzburzonym morzu życia. Inaczej będziemy miotani na wszystkie strony. Kiedy Jezus będzie naszym „kompasem” i naszą  „mapą” nie będziemy musieli się lękać mgły. Będziemy wiedzieć dokąd pójść. „Niech się nie trwoży serce wasze ani nie lęka. Wierzycie w Boga? I we mnie wierzcie”. Prośmy o to byśmy potrafili uwierzyć Jezusowi, byśmy pozwolili Mu działać w naszych sercach.