Bóg przeżywa zawód jak mąż czy żona zdradzona przez współmałżonka.Kochamy jakąś bliską osobę, ufamy jej, jesteśmy dobrzy dla niej. A ona uśmiecha się przy nas, a z boku robi swoje. Grzech jest zniszczeniem relacji między mną a Bogiem.

„Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał. A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: “Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz. (…) A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: “Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?” Niewiasta odpowiedziała wężowi: “Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy,  tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli”. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: “Na pewno nie umrzecie!  Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 2,15-17; 3, 1-5).

„To nie gwoździe Cię przebiły, lecz mój grzech” – śpiewamy w jednej z piosenek religijnych. Ostatnio mówiliśmy o tym, że grzech krzyżuje w nas Syna Bożego. Dzisiaj spróbujmy przyjrzeć się tej trudnej rzeczywistości, zastanówmy się, czym jest grzech w świetle Słowa Bożego?

Usłyszeliśmy przed chwilą opis pierwszego kuszenia człowieka. Z tej historii spróbujemy wydobyć istotę każdego grzechu. Oto człowiek żyje w przyjaźni z Bogiem. Ma pod sobą ogród, który uprawia. Zwróćmy uwagę, jaką wolność dał człowiekowi Bóg: „Z wszystkich drzew możesz jeść do woli, ile chcesz”. Niczego Ci nie wyznaczam. Niczego Ci nie odmawiam, nie rezerwuję dla siebie samego.
Ogród to nasze życie. Drzewa to symbol różnych dóbr, możliwości, z których możemy korzystać. Bóg nie sprawdza w każdym detalu, co robimy. Nie jest policjantem. Daje nam dużą autonomię w ogrodzie życia, bo i tak wszystko w nim pochodzi od Boga. W obrębie wolności, którą się cieszymy, możemy sami decydować o wielu sprawach. Ale jest jedno drzewo, z którego nie można kosztować owoców. Jedno być może na tysiące. Drzewo poznania dobra i zła. Bóg ostrzega, że jednak istnieją pewne granice, których człowiek nie może przekroczyć. Tylko Stwórca może określić, co jest dobre, a co złe, bo jest ponad złem.

I nagle pojawia się wąż, diabeł. I co mówi? Przekręca przykazanie Boga w perfidny sposób: „Czy to prawda, że nie możecie jeść owoców ze wszystkich drzew?”  Dodaje „ ze wszystkich drzew”. Nagle w centrum pojawia się jedno drzewo poznania dobra i zła. Bóg nie powiedział, gdzie ono jest. Tysiące innych schodzą na dalszy plan. Drzewo to zaczyna intrygować. Niewiasta zaczyna wątpić w dobroć Boga. Przestaje Mu ufać, a daje posłuch słowu węża: „Bóg pewnie coś ukrywa przed Wami. To przykazanie to tylko podstęp, żeby odebrać wam to, co najcenniejsze, żebyście mogli być jak Bóg. Sami będziecie oceniać co jest dobre, a co złe. Bóg jest słaby, broni się przed wami, żebyście Mu nie zagrozili”. I niewiasta uwierzyła diabłu, który przecież nic im nie dał, ani ogrodu, ani życia, ani wolności. I to jest najsmutniejsze. Bardziej przekonujący okazuje się ten, od kogo nic nie otrzymali, niż ten, kto obsypał ich tyloma darami.

Wnioski z tej opowieści są następujące: 

Po pierwsze, korzeniem wszelkiego grzechu jest nieufność względem Boga i człowieka, czyli uderzenie w zaufanie – samą podstawę dobrej relacji.
Po drugie, siła grzechu opiera się na kłamstwie. Bóg mówi: „Umrzecie, jeśli zjecie owoc”. A diabeł „Na pewno nie umrzecie”. Kiedy grzeszymy, wydaje nam się, że czynimy coś dobrego, coś czego koniecznie potrzebujemy. Sądzimy, że tam pewnie jest coś, czego my jeszcze nie znamy, co może nas uszczęśliwić.
Po trzecie, grzech jest przekroczeniem naszych naturalnych granic. To tak jakby roczne dziecko za wszelką cenę chciałoby jeździć na rowerze.
Po czwarte, grzech zawsze jest konkretnym czynem, myślą lub słowem. Ja muszę być aktywny.

A co na to Pan Bóg? Z jednej strony mówi, że grzech nie może uderzyć w Niego samego: „Wylewają ofiary z płynów dla obcych bogów, by Mi sprawić przykrość. Czy Mi sprawiają boleść – wyrocznia Pana – czy raczej sobie samym, na własną hańbę?”(Jr 7, 18-19) „Gdy zgrzeszysz, co ty Mu zrobisz? Czy zaszkodzisz Mu mnóstwem grzechów? (Hi 35, 6) Grzesząc przeciwko Bogu człowiek ostatecznie niszczy samego siebie.

Prorocy używają też innych obrazów, które pokazują, że Bóg cierpi z powodu odtrącenia przez człowieka. Nie jest Mu to obojętne. Izajasz mówi, że grzech jest niewdzięcznością dziecka wobec Boga jako kochającego ojca (Por. Iz 64, 7) lub matki (Por. Iz 49, 15). Jest niewiernością  małżonki, która oddaje się każdemu napotkanemu przechodniowi, zdradzając swego Oblubieńca: „Czy widziałeś, co uczyniła odstępczyni-Izrael? Mniemałem, że po uczynieniu tego wszystkiego powróci do mnie. Lecz nie powróciła! Wróć, Odstępczyni, Izraelu” (Jr 3, 6. 12).
Bóg przeżywa zawód jak mąż czy żona zdradzona przez współmałżonka. 

Wyobraźmy sobie ten ból. Kochamy jakąś bliską osobę, ufamy jej, jesteśmy dobrzy dla niej. A ona uśmiecha się przy nas, a z boku robi swoje. Zdradza nas, przestaje ufać. Grzech jest zniszczeniem relacji między mną a Bogiem. Relacji miłości, a nie tylko uchybieniem prawu czy przepisom.

Po co więc wszystkie przykazania? Nie po to, aby Bóg zachował jakieś doświadczenia i dobra tylko dla siebie. Przykazania to pewne absolutne minimum, a nie szczyt doskonałości. Granice, których nie możemy przekraczać jako ludzie „aby zawsze dobrze nam się wiodło na ziemi” (Pwt 6, 24). Jeśli Bóg czegoś nam zakazuje, to dlatego, że wie o naszych ograniczeniach. Tylko Bóg może sobie poradzić ze złem. Jeśli my oddajemy się złu, popadamy w niewolę. I przed tym Bóg chce nas uchronić.

Co jest lekarstwem na grzech? Musimy zażyć przynajmniej 2 tabletki.

1.Odbudowanie zaufania do Boga oraz do ludzi wokół mnie żyjących. Zaufanie wzrasta wraz z poznawaniem drugiego. Jeśli z kimś nie rozmawiam, nie słucham, co chce mi powiedzieć, obojętnie, czy będzie to Bóg, czy człowiek, to łatwiej poddać się czyimś namowom i uprzedzeniom. Prawdziwego Boga poznajemy przez częste słuchanie tego, co On do nas mówi, a nie tego, co my sobie wyobrażamy na Jego temat. Chodzi o słuchanie Słowa Bożego i jego rozważanie. 

2. Przyjęcie Bożego miłosierdzia. Kościół modli się podczas mszy św. do Boga Ojca: „Ty najpełniej okazujesz swoją wszechmoc w łasce przebaczenia”. Wsłuchajmy się w to dziwne zdanie. Wszechmoc Boga najpełniej wyraża się nie w miażdżeniu, karaniu, czy upokarzaniu kogoś, ale na odwrót, na obejmowaniu grzesznika ze wzruszeniem, w całkowitej akceptacji – jak o tym mówi przypowieść o miłosiernym Ojcu. „Miłosierdzie odnosi triumf nad sądem” (Jk 2, 13). Miłosierdzie Boga przyjmujemy bardzo konkretnie w sakramentach uzdrowienia, czyli spowiedzi, Eucharystii, namaszczeniu chorych. Tam Bóg nas do siebie przytula i przemienia nieufne serca.

Śmiem twierdzić, że nam często nie tyle trudno jest okazywać komuś miłość, co ją przyjmować. Tak jak w relacjach międzyludzkich ktoś może bać się przytulenia, lęka się bliskości, podobnie może być z Bogiem. 

Paradoksalnie, wolimy nieraz mieć przed oczyma Boga surowego, dalekiego, karzącego, zazdrosnego, odzierającego nas z różnych dóbr. do którego lepiej się nie zbliżać. To jest czysto ludzkie wyobrażenie, którego jeszcze nie przemieniło światło Słowa Bożego. Wygodne. I dające pożywkę dla pokusy. Bo skoro Bóg taki jest, to rzeczywiście trzeba Mu wydzierać wszystko za cenę grzechu. Ale to nie jest Bóg chrześcijan. To nie jest Bóg, którego objawia nam Jezus Chrystus, nasz Pan. Ten Bóg cierpi dlatego, że doświadczamy bólu, że niszczy nas grzech, że nie dajemy sobie rady. Tak bardzo cierpi, że aż pozwala się przybić do krzyża, bo Mu na nas bardzo zależy. I za to Mu szczerze podziękujmy. 

Kazanie pasyjne, 4 marca.