„Ku nieznanym horyzontom”. Pożegnanie absolwentów – homilia. Xaverianum 23.05.2009

 „Paweł zabawił w Antiochii pewien czas i wyruszył, aby obejść kolejno krainę galicką i Frygię, umacniając wszystkich uczniów”. Ten cytat z dziejów Apostolskich dobrze określa charakter naszego wieczoru. Gromadzimy się dziś jako wspólnota duszpasterstwa akademickiego aby podziękować Bogu za mijający rok wspólnej pracy we wspólnocie Xaverianum. Dziś szczególnie jesteśmy wdzięczni za dar naszych przyjaciół, którzy kończą już niestety studia a tym samym kończy się także ich intensywny czas obecności w duszpasterstwie.

Dzieje Apostolskie dobrze ukazują nam charakter naszej obecności na ziemi. Uczeń Chrystusa to ten, kto zabawia w pewnym miejscu przez pewien czas a potem wyrusza dalej by kontynuować powierzoną mu misję. Łatwiej jest opuścić jeden etap swego życia i przejść na kolejny, gdy człowiek uświadamia sobie że jego życie jest misją. Kiedy uświadamiam sobie że moje życie jest misją to wiem, że nie jest ono przypadkiem ale zamierzonym i upragnionym czasem danym mi przez stwórcę by spełnić cel dla którego zostałem do życia powołany. Paweł wie, że jego celem jest głosić ewangelię o Jezusie Chrystusie, którego poznał w drodze do Damaszku i który powierzył mu do wypełnienia bardzo konkretne zadanie w kościele. Nie wydaje się że Paweł od samego początku wiedział jaka będzie jego misja. Czuł głęboko w swoim sercu, że spotkał kogoś niezwykłego i że ten ktoś otwiera przed nim fascynującą, choć nie od razu jasną perspektywę nowego życia. Pragnienie jednak by pójść za Jezusem mocniejsze było u Pawła niż niepewność jaka towarzyszyła nowemu etapowi życiowej wędrówki. Kiedy Paweł spotkał Jezusa nie wiedział jeszcze że jego życiową misją będzie ewangelizowanie pogan. Taką jasność otrzymał dopiero po wejściu we wspólnotę Kościoła, która zaczęła stopniowo odkrywać przed nim charakter swojego posłannictwa. W ten sposób Paweł zaczął poznawać Jezusa we wspólnocie kościoła. Sam ze swoim doświadczeniem pod Damaszkiem nie wiele by zdziałał. Sam Chrystus zresztą wydawał się jakby zostawić swoje objawienie się Pawłowi niedokończone, jakby otwarte na dopełnienie: „idź do Damaszku, tam ci powiedzą co masz czynić”. Paulo Coelho powiedział kiedyś że  „Zawsze trzeba wiedzieć kiedy kończy się jakiś etap w naszym życiu. Jeżeli uparcie chcemy w nim tkwić dłużej niż to konieczne, tracimy radość i szansę poznania tego co przed nami.”

Paweł stanął przed koniecznością opuszczenia tego, co dobrze znał i w czym czuł się bezpieczny. Judaizm dawał mu poczucie bezpieczeństwa, powszechnego uznania i szacunku. Jako faryzeusz, wykształcony w szkole Gamaliela Paweł miał jasny cel swej działalności, odnaleźć i uwięzić „zwolenników tej drogi”, która zagraża jurydycznej czystości religii Mojżeszowej. W drodze do Damaszku zawalił mu się cały jego dotychczasowy świat, ze swoim systemem wartości, rozumieniem pisma, obrazem Boga. Paweł wiedział że nie może już dłużej tkwić w tym samym miejscu. Tkwił tam dopóty dopóki było to konieczne ale teraz wiedział że musi iść dalej, wejść w nową, niezdefiniowaną rzeczywistość relacji z Bogiem jakiej nigdy wcześniej nie doświadczał. Dla Pawła jako faryzeusza kiedyś wszystko było jasne; jasno określony Bóg, jasno zdefiniowana religijność z rozbudowanym i przez wieki sprawdzonym prawem, którego przestrzeganie miało zapewnić zbawienie. Teraz wszystko w jednej chwili przestało mieć znaczenie w obliczu poznania osoby Jezusa Chrystusa. Paweł później powie „wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego” (Flp3:8). Apostoł narodów otworzył się na daną mu szansę poznania tego co przed nim: „zapominając o tym co za mną i wytężając wzrok ku temu co przede mną biegnę ku wyznaczonej mecie, do celu, do nagrody w górze, do której zostałem powołany przez Boga w Chrystusie Jezusie” (Flp3:13-14).  Ta nagroda w górze to zjednoczenie z Panem, które była dla Pawłem największą radością. Przebywać na wieki z tym, którego pod Damaszkiem zobaczył i poznał było pragnieniem jego serca.Nie przypadkowo rok obecny nazwany jest w kościele rokiem św. Pawła. Ten święty ma naprawdę wiele do powiedzenia współczesnemu człowiekowi. Uczy nas że w życiu trzeba mieć pasję. Nie jest źle jeśli tą pasją jest idea, to zawsze coś. Pasja realizowania się w życiu politycznym, nauczycielskim, prawniczym etc. To wszystko nie jest czymś złym. Paweł jednak mówi nam, że dopóki naszą pasją nie będzie osoba Boga żywego dopóty nasze życie będzie niepełne a my nieszczęśliwi. Pełne szczęście daje osoba a nie idea. Spotkać osobę Boga żywego i wejść z nim w relacje przyjaźni to zrealizować cel dla którego istniejemy na tej ziemi.„Paweł zabawił w Antiochii przez pewien czas” a potem wyruszył by umacniać uczniów w wierze. Wy także drodzy przyjaciele zabawiliście w Xaverianum przez pewien czas a teraz trzeba wam pójść dalej. Przyszłość, która jest przed wami podobnie jak w życiu Pawła nie jest jasno zdefiniowana. Ten brak jasności może być powodem niepokojów i lęków. Pewnie mniej lub bardziej świadomie stawiacie sobie pytania „jak to będzie? Czy znajdę dobrą pracę?, czy poznam osobę z którą będę mógł/mogła przeżyć dobrze życie?” To są ważne pytania. One w was są i pracują. Nie można ich zignorować, zbagatelizować, uznać za nieistotne. Każde egzystencjalne pytania są ważne bo są konkretne, płyną zawsze z serca konkretnej osoby obejmując jej historię życia, obecną sytuację życiową, pragnienia i plany na przyszłość. Paweł też miał takie pytania. „Co dalej? Czy w Damaszku mi uwierzą, czy zostanę przez nich przyjęty po tym wszystkim co uczyniłem ich braciom w Jerozolimie?”. Pan jednak zatroszczył się o wszystko. On Pawła powołał i posłał; on też otworzył serce Annaiasza by go przyjął z miłością. Postawił na jego drodze Barnabę, który wprowadził Pawła do grona apostołów. Bóg, który daje nam misję do spełnienia zawsze zatroszczy się o wszystko co potrzeba byśmy ją dobrze wypełnili.  Matka Teresa z Kalkuty kiedy usłyszała wezwanie Chrystusa do poświęcenia siebie dla najuboższych z ubogich, stanęła przed koniecznością zostawienia swojego zgromadzenia zakonnego dającego jej poczucie bezpieczeństwa by pójść do slumsów gdzie została sama z ubogimi, którzy nie byli w stanie dać jej nic prócz własnej biedy i cierpienia. Bóg jednak zatroszczył się o wszystko. Stopniowo stawiał na jej drodze ludzi życzliwych, mądrych kierowników duchowych, ludzi zamożnych chcących wpierać jej pracę. W wypełnieniu swej misji matka Teresa nie była sama. Zaczynając swoją posługę wśród ubogich nie miała pojęcia jak wielkie będzie to dzieło i jak bardzo znane na całym świecie. Troszczyła się tylko o ubogich a resztę zostawiła Chrystusowi, który życzliwie jej misję potwierdzał i uświęcał.  Sam Pan powie w ewangelii „troszczcie się najpierw o królestwo niebieskie i jego sprawiedliwość a wszystko inne będzie wam dodane” (Mt6:30-33).  Z naszej strony trzeba tylko przyjąć misję. Każdy z nas ma na ziemi taką misję, tylko nie każdy ją poznaje i przyjmuje. Aby poznać swoją misję trzeba spotkać Chrystusa, tak jak Paweł pod Damaszkiem. Dopiero w spotkaniu z żywą osobą Boga człowiek zaczyna dostrzegać kim jest i do jak wielkich rzeczy zostaje powołany. Syn marnotrawny dopiero kiedy pomyślał o ojcu zostawił świnie i strąki i wrócił do domu ojca. W spotkaniu z Chrystusem odkrywam swoje powołanie i zaczynam widzieć że jestem na tej ziemi po coś, że zadanie jakie mam do wypełnienia jest niepowtarzalne w planach Bożych. Kończąc okres studiów i niosąc w sobie pytania o przyszłość stawajcie  przed Bogiem jak św. Paweł i pytajcie „Co mam czynić Panie?” (Dz22:3-16). Jeśli będziecie pytać to z pewnością usłyszycie odpowiedź. Jednak pytać Boga może tylko ktoś, kto jest z Nim w relacji. Ludzie, którzy nie prowadzą życia duchowego, którzy się nie modlą i nie uczestniczą w życiu wspólnoty nigdy o nic Boga nie zapytają. Smutne jest to że o Bogu przypominają sobie zwykle w sytuacji niepowodzenia i wypadków losowych;  wtedy najczęściej stają wobec Niego pełni pretensjonalności i arogancji. Kiedy im dobrze nie pamiętają o tym by Bogu podziękować a kiedy źle złorzeczą mu i przeklinają. Są to ludzie, którzy nie są w relacji z Bogiem. Człowiek, który żyje w relacji z Bogiem, potrafi się cieszyć z otrzymanego dobra; potrafi też spierać się z Bogiem i wylewać przed nim swe żale kiedy mu ciężko. Psalmy dostarczają nam wiele przykładów żywej i dynamicznej relacji z Bogiem. Psalmista, który żyje w perspektywie Boga potrafi zwracać się do Niego serdecznie: „Miłuję Pana, albowiem usłyszał głos mego błagania” (ps116); ale ten sam psalmista w okresie utrapienia znajduje w sobie odwagę by wołać „nie bądź wobec mnie głuchy…usłysz głos mego błagania” (Ps 28). Paradoks polega na tym, że Bóg tak stworzył człowieka, że może on bez Boga sobie w tym życiu poradzić. To, że człowiek odrzuca Boga nie znaczy, że Bóg przestaje go kochać i podtrzymywać w istnieniu. Bóg to ciągle czyni. „To On sprawia że jego słońce wschodzi nad dobrymi i nad złymi i jego deszcz spada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”. (Mt5:45). Odrzucenie Boga i Jego przykazań sprawia, że w konsekwencji człowiek umiera duchowo; choć fizycznie oddycha, porusza się i ma się dobrze to wewnętrznie staje się martwy, pusty i bez smaku. Jest niczym ewangeliczna sól, która utraciwszy swój smak na nic już się nie przydaje, „chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi” (Mt5:13). Św. Paweł wyrusza aby umacniać wiarę uczniów tzn. by dzielić się z nimi swoim doświadczeniem Boga. Idzie by dać świadectwo o Bogu żywym, którego spotkał nie w detalach prawa Mojżeszowego ale w osobie Jezusa Chrystusa. Z całego serca proszę dziś Boga aby dał wam moc do życia wiarą w tym świecie. Wierzę głęboko, że doświadczenie wspólnoty jakie wynosicie z Xaverianum pomoże wam nie tylko zachować wiarę ale także dzielić się nią z ludźmi. Trzymajcie kontakt z Jezusem, umacniajcie z nim więź, a On będzie was prowadził i da wam siłę by to życie przeżyć pięknie, w perspektywie misji jaką wam Bóg powierza. Obyście tę misję poznali i przyjęli z wdzięcznością czyniąc wszystko na Chwałę Tego, który was ukochał miłością odwieczną i który z wami będzie aż do końca, jeśli tylko zrobicie dla Niego miejsce w swoim sercu i życiu.