Tegoroczny Bal Absolwenta, który miał miejsce 23 maja w D. A. Xaverianum, był moim pierwszym, ale wierzę, że nie ostatnim.

Całość rozpoczęła się już dzień wcześniej, kiedy wraz z Marzenką i Pilarem zwiedzaliśmy dyskonty spożywcze w poszukiwaniu czegoś do przygotowania jedzenia. Mniej więcej od 18.00 wraz z Marzeną zaczęłyśmy pichcić. Gdyby nie upór kapusty pewnie udałoby się nam skończyć „działania kuchenne” wcześniej niż 02.30 🙂 Następnego dnia pojawiłyśmy się przed 14.00 i powróciłyśmy do gotowania i dekorowania sałatek. Równocześnie z nami działał inny duet Paterka – Michał, których zadaniem było udekorowanie sali, stołów czy przygotowanie niespodzianki dla naszych Absolwentów.

O 19.00 O. Marek rozpoczął Eucharystię w intencji Absolwentów, którą zakończyliśmy specjalnym błogosławieństwem – przez wyciągnięcie ręki w kierunku Absolwentów i wsłuchanie się w słowa Ojca. Sądzę, że wymiar duchowy owej Mszy św. Różnił się od tych, które znamy z Mszy niedzielnych. Słowo, które wygłosił Ojciec Marek trafiało do każdego, przekazane było w sposób trudny do opisania. Użycie prostych słów, zwrotów wiele dało. Po Eucharystii odprawionej w naszym Oratorium udaliśmy się na salę balową, gdzie wszystko było już dopięte na ostatni guzik. Również w kuchni, gdzie na czas Mszy zastąpiła mnie Gosia Marzec, nic nie wybuchło – przeciwnie wszystko układało się w jak najlepszym kierunku. Wraz z ochotnikami, m.in. Radoszkiem, Krzyśkiem czy Michałem B., pozanosiliśmy potrawy na salę i całą uroczystość poprzedziliśmy modlitwą naszego drugiego duszpasterza Ojca Pawła po czym zasiedliśmy do stołów. Siedząc przy wybitnym kucharzu Radoszku, miałam możliwość poznania jego zdania co do naszych potraw 🙂 Źle nie było 🙂

Bal, jak to bal… tańca, hulanki, swawole, wygibasy. Doskonała muzyka taneczna no i oczywiście belgijski, który w moim przypadku był wykonywany pierwszy raz, ale z opowieści wiem, że najlepiej tańczy się go przed supermarketem – patrz rajd na Słowację.

Absolwentów obdarowaliśmy indeksami potwierdzającymi ukończenie przez nich Uniwersytetu Xaverianum, oraz pamiątkowymi dyplomami. Zaś oni obdarowali nas piosenką na melodię „Taki mały, takie duży”, którą ułożyli podczas, gdy my – nie-absolwencka brać z Ojcem Rektorem-Dyrektorem na czele, zaliczaliśmy im ostatni semestr studiów. Jak wspomniała Asia Brzenska – słowa do piosenki zaczęły powstawać w chwili, gdy powinni już byli do nas wracać. Podobno posypały się im wówczas, jak grad – nie wiem, nie widziałam, ale wierzęJ. Oprawą muzyczną do Absolwenckiej piosenki zajął się Paweł.

Gromkimi oklaskami cała nasza xaveriańska brać podziękowała kuchennym i artystycznym za trud włożony w przygotowanie balu. Aż dziw, że w czwórkę tego dokonaliśmy. Nie wiem, jak w przypadku dekoracji, ale jedzonka zostało dużo a przecież nie może się zmarnować – obiad w Xaver? – nieśmiało proponuję łazaneczki z krokiecikami oraz bukiet sałatek.

A jak zakończył się bal? Poza tym, że toczyliśmy podczas niego ciekawe rozmowy z Ojcami, relaksowaliśmy się na parkiecie, na który tym razem nie wszedł O. Paweł –  a szkoda, musieliśmy się także zmobilizować do doprowadzenie obu kuchni i sali do porządku –  i tutaj także było na kogo liczyć. Za zmywanie wzięły się Asia, Lidka obie Gosie, Aga. Panowie – Krzysiek i Pavel widziani byli z mopem 🙂 pomocny był także O. Marek, którzy choć poza kuchnią się nie gubi, w niej czuje się znakomicie (mała aluzja do niedawnej wypowiedzi O. Pawła). A jaka była moja rola? Zmęczona jak jeszcze nigdy przyjmowałam gratulacje i podziękowania za pyszności na stole – chyba się nimi z Marzenką podzielę – no i dyrygowałam Gośką za co koleżanka zrobiła mi spóźnionego dyngusa 🙂 Poza tym pomagałam w znoszeniu talerzy, jedzonka itp. na dół – chyba na tym czas skończyć.

Dziękujemy wszystkim za przybycie i doskonałą zabawę!
Kasia Słocińska
Z Bogiem