tytułem wstępu… o. Marek

Dzisiejszy świat tak bardzo nie znosi ciszy, że czyni wszystko byle by człowieka utrzymać na powierzchni. Takim człowiekiem skuteczniej wtedy manipulować. Człowiek rozbiegany nie wie kim jest; traci zdolność krytycznego spojrzenia na świat i desperacko sięga po wszystko co może wypełnić istniejący w nim głód transcendencji. Taki człowiek staje się łapczywy i niespokojny; goni od jednego doznania do drugiego, wiecznie niespokojny i niezadowolony przeżywa swe dni w permanentnym zmęczeniu egzystencjalnym i duchowej frustracji. Św. Ignacy z Loyoli proponuje nam drogę do wewnętrznego uporządkowania siebie. W swojej książeczce ćwiczeń duchowych powie iż celem ćwiczeń duchowych jest „odniesienie zwycięstwa nad samym sobą i uporządkowanie swego życia tak, by nie ulegać jakiemukolwiek nieuporządkowanemu przywiązaniu” [21].To co nas wewnętrznie rozbija i męczy, to nasze nieuporządkowane przywiązania. Z wszelkiego rodzaju nieuporządkowaniem jest tak, że to nie człowiek panuje nad swoimi potrzebami ale to one panują nad nim determinując jego sposób myślenia i działania. Nieuporządkowanie to brak należytego dystansu wobec samego siebie i własnych potrzeb. Ktoś, kto posiada nieuporządkowanie w jedzeniu, co chwilę łapczywie sięga po jedzenie, przybierając przy tym na wadze i popadając w poczucie winy z powodu nadmiernej otyłości. Nieuporządkowanie w dziedzinie własnej seksualności sprawia, że człowiek nie jest w stanie wejść w relację odpowiedzialnej miłości z drugą osobą, jest egoistyczny, niestały w uczuciach, niezdolny do ofiary i poświęcenia, żyjący w ciągłym poczuciu tymczasowości.  Rekolekcje w ciszy dają możliwość wypłynięcia na głębię by znaleźć ukryty skarb dla którego warto sprzedać wszystko. W ciszy serca spotykamy Boga, który przypomina nam o tym, kim jesteśmy. Poznając Boga stajemy się spokojniejsi o siebie. Im bardziej poznajemy Boga tym bardziej poznajemy siebie, dochodząc do serca własnej tożsamości, której nie można kupić, gdyż ona w nas jest. W ostatnim czasie miałem okazję wyjechać ze studentami na fundament Ćwiczeń Duchowych do Zakopanego. Był to błogosławiony czas zarówno dla mnie, prowadzącego te rekolekcje jak i tych młodych, wspaniałych ludzi, którzy znaleźli w sobie na tyle odwagi by wejść w milczenie wewnętrzne. Byłem wzruszony widząc ich pełne serca zaangażowanie w medytacje rekolekcyjne.  Weszli w rekolekcje wielkodusznie wg tego co mówi św. Ignacy w ĆD: „Temu, kto odprawia ćwiczenia, bardzo wielką korzyść przyniesie, jeżeli wejdzie w nie z wielkodusznością i wspaniałomyślnością wobec Stwórcy i Pana swojego i jeżeli mu ofiaruje wszystkie swoje chęci i całą wolność…” [5].. To ofiarowanie miało w ich przypadku bardzo konkretny wymiar. Zaczęli rekolekcje od oddania swoich telefonów komórkowych.  To był pierwszy wyraźny gest gotowości wejścia całym sercem w dynamikę rekolekcyjnego czasu. Przez 5 dni wytrzymali bez sms-ów ! trwając w ciszy i modlitwie, a dobry Bóg prześcignął ich w hojności udzielając wielu pięknych łask wewnętrznego poznania. Słuchając ich prze 15 min. dziennie (to był jedyny czas w którym mogli mówić) czułem się jak Mojżesz przed gorejącym krzakiem. „Mojżeszu ściąg buty bo ziemia na której stoisz jest ziemią świętą”. To był wielki przywilej móc widzieć jak Bóg działał w sercach tych młodych ludzi. Towarzysząc im modlitwą i obecnością miałem świadomość przebywania na świętym gruncie Bożej obecności. Po raz kolejny wyjechałem z przekonaniem, że Bóg prawdziwie działa w sercach otwartych na Jego obecność, dokonując cudów o których wiedzą tylko ci, którzy zaryzykowali by wejść z Nim w relację. 

Świadectwo Asi

Nie czując Boga, utraciwszy gdzieś wrażliwość na to co Ważne, tak bardzo pragnęłam spotkania z Tobą! Bałam się milczenia, ciszy, tego co usłyszę…, ale z drugiej strony pierwszy raz w swoim życiu poczułam ogromną pewność, że to jest ten czas, że to jest najlepsza decyzja. Nie zważając na to, co powiedzą bliskie memu sercu osoby postanowiłam pojechać na rekolekcje. Zostawiłam rodzinę, przyjaciół, studia i wyjechałam na „Górkę” – miejsce wyjątkowe, zatopione w polskich, pięknych górach, gdzie było mi dane spotkać Ciebie!To był niezwykły czas i pewnie w swoim życiu nie znajdę odpowiednich słów by wyrazić  to, czego doświadczyłam w ciągu tych pięciu dni. Najważniejszym jednak owocem tego niesamowitego spotkania z kochającym Bogiem było poznanie prawdy o sobie samej. I choć ten mój niby poukładany świat został przewrócony do góry nogami i to co usłyszałam na modlitwie było bolesne, to Bóg podał mi to z taką miłością, że ta cała gorzka prawda była bardzo wyzwalająca, nie przytłoczyła mnie, nie zniszczyła… Czułam się bezpieczna w Jego objęciach. Im bardziej odczuwałam swoją grzeszność, małość, bezradność…, tym bardziej  mogłam odczuć  bliskość, miłość Boga, który szeptał wprost do mojego serca, że mnie kocha, że cały czas jest ze mną i nadal będzie, że pomoże mi poradzić sobie z tym co grzeszne, niepoukładane  we mnie. Potoki wylanych łez, ogrom MIŁOŚCI i strumień pokoju wypełniającego moje serce, to chyba najcenniejsze „cukiereczki” od kochającego Boga. W tym czasie pozwolił mi także zrozumieć, że nie muszę bać się Jego miłości, że ona nie zniewala, nie ogranicza, bo jak to powtarzał nasz rekolekcjonista – Bóg jest gentelmanem,  dlatego też nie obraża się i pragnie tylko jednego: szczęścia każdego człowieka, cokolwiek to słowo oznacza…, ale też nie uszczęśliwi nikogo na siłę, trzeba Mu na to pozwolić, otworzyć swe serce, aby mógł działać.Pomimo tego, że nie rozmawiałam ze swoimi współtowarzyszami, to odczułam ogromną więź z tymi, tak różnymi ludźmi. Radość z tego cichego przebywania ze sobą była największa w chwili dzielenia się swoim przeżyciami na zakończenie rekolekcji. To było naprawdę niesamowite, słysząc jak Bóg hojnie każdego obdarował, jak konkretnie działał w sercu każdego uczestnika. Zamykając usta, otworzyłam serce, zmysły na to, co Bóg mówi do mnie, dzięki temu łatwiej było mi dostrzec Jego wspaniałość, hojność choćby w otaczającej mnie przyrodzie, w różnych odcieniach błękitu nieba, zieleni trawy, w mocy gór, w deszczu i kroplach rosy o pranku, w bawiących się wiewiórkach, w pięknym, tak różnorodnym jak chmury na niebie śpiewie ptaków, w owadzie, który usiadł na moim długopisie i czytał słowa płynące z serca do serca… w makaronie z serem, niepowtarzalnym smaku kawy, w uśmiechach tak wiele mówiących…To było piękne spotkanie! Myślę, że mogę powiedzieć, że weszłam w nie całym sercem, trwałam w samotności i wyszłam odmieniona, pełna pokoju w sercu, przepełniona miłością, bogatsza o prawdę o sobie, która teraz jest takim motorem do pracy nad sobą, nad tym by być blisko Tego, który mnie pierwszy ukochał miłością odwieczną.