Xaveriusze w Domu Dziecka na Pasiece.

…bo najpiękniejszy jest uśmiech dziecka

1czerwca w godzinach popołudniowych był tą chwilą, w której nadszedł czas na zrealizowanie mojego projektu: Uśmiech Dziecka. Wyruszyliśmy wraz z naszym duszpasterzem o. Markiem jako reprezentacja D.A. Xaverianum do opolskiego Domu Dziecka.

Aby nie zawieść dzieciaków, przygotowywaliśmy się przez kilka dni. Staraliśmy się wyszukać takie gry i zabawy, którymi moglibyśmy zaskoczyć naszych podopiecznych. Czy nam się to udało? – nie mnie to oceniać, ale chyba tak. Przygotowaliśmy także piosenki i taniec belgijski, którego to nota bene, w życie nie wprowadziliśmy. Wprawdzie zdołaliśmy ustawić się w parach i nawet zaprezentować kroki, ale uroczy Pawełek zdecydował, że nie zatańczy i… i nie zatańczyliśmy. CoolWielką frajdą było tworzenie zwierzaków-cudaków z balonów. W ruch poszedł kolorowy papier oraz nożyczki. W kilkadziesiąt minut sala wypełniła się motylkami, konikiem i nosorożcem. Xaveriusze bawili się równie dobrze, jak dzieciaki. Śmichów-chichów było co niemiara tak, że mam nadzieję, iż podobnie będzie po prymicyjnej mszy w kościele na Drzymały.

Wróćmy jednak do dnia dziecka. Jak wyglądał początek? – po wzajemnym poznaniu się, nasz głównodowodzący Łukasz zaprosił dzieci do wspólnego śpiewania. Przy akompaniamencie skrzypiec, bębenka oraz gitary wykonaliśmy kilka piosenek, m.in. Wszystkie dzieci nasze są Majki Jeżowskiej. Aldona zajęła się malowaniem twarzy maluchów. Niemal równolegle ja zaczęłam z Paulinką robić balonowego motylka, którego kilkulatka dedykowała mamie. Zanim jednak trafił on do rąk rodzicielki… zakończył żywota.

Rozbrykane dzieci chcąc pomóc malującej Xaveriuszce, same zaczęły korzystać z farbek. Umazane, ale szczęśliwe zajęły się naszymi instrumentami, ale nie oznaczało to wcale, że my mogliśmy odpocząć. Szymonowi przypadła zaszczytna funkcja – otóż udzielał prywatnych lekcji nauki gry na flecie. Pokazywał także Weronice, jak grać na skrzypcach. Poczęstowaliśmy je ponownie cukierkami, które dla nich zakupiliśmy i zaproponowaliśmy rolnika samego w dolinie. Niestety dzieciaki postanowiły zmienić nasz dopracowany plan działania i z rolnika wyszła babcia w dodatku z przydomkiem „ciuciu”. Ciuciubabek mieliśmy kilka. Najpierw stały na beczce soli i kapusty a potem rozkręcone szukały pozostałych. Mi nie przypadła niestety ta zaszczytna rola czego nie można powiedzieć o Szymonie czy Łukaszu. W trakcie tej zabawy podszedł do mnie z zawadiacką minką Krzysio zwany Bronkiem, któremu po chwili namysłu pozwoliłam poczuć się lotnikiem.  

Wyjście do Domu Dziecka przyniosło wiele radości nie tylko dzieciom, ale i nam. Mogliśmy poczuć się znów młodzi (nie żebyśmy byli starzy), posmakować dziecięcej piosenki oraz sprawdzić się w grach  zręcznościowych. Mi osobiście najwięcej radości sprawiła Paulinka, która powiedziała – lubię cię pani Kasiu. Wiem, że jeśli jeszcze będzie mi dane zorganizować podobny dzień – nie zawaham się.

Śmiechu było co niemiara i za to właśnie szczerze podziękowała nam opiekunka dzieci.

No właśnie… śmiechu było co niemiara… i o to właśnie nam chodziło!

Pozdrawiam i dziękuję tak tym, którzy tam ze mną poszli, jak i tym którzy w jakiś sposób także nam pomogli, czy to pompując balony czy robiąc masę plastyczną. Jeszcze raz – WIELKIE DZIĘKUJĘ

KATARZYNA SŁOCIŃSKA