Jeszcze przed dniem dziecka, kiedy szukałam placówki, do której moglibyśmy się wybrać i zasiać ziarno radości w dziecięcych sercach, dostałam zaproszenie od pani Sylwii Sikorskiej z Domowego Hospicjum dla Dzieci w Opolu. Zaproszono nas na 13czerwca. Mieliśmy przyjść na mszę prymicyjną a po niej zająć się podopiecznymi Hospicjum. Przyjęłam propozycję z radością po czym przedstawiłam ją Xaveriuszom i w kilkanaście dni później skompletowałam reprezentację naszego duszpasterstwa.

       Tym razem, podobnie jak 1czerwca, poprosiliśmy o towarzystwo jednego z naszych wspaniałych duszpasterzy. Jako, że o. Marek towarzyszył nam w domu dziecka, propozycję skierowaliśmy do o. Pawła, który jak przyznaje – kocha dzieciaki. Nie on jedenWink.

       Pod Kościołem Wyższego Seminarium duchownego w Opolu czekała na nas pani Sylwia wraz z grupą wolontariuszy z hospicjum, która po przywitaniu się z nami ponownie zaproponowała nam, Xaverianom, uświetnienie śpiewem i grą mszy celebrowanej przez ks. Piotra Brągla. Mimo zepsutego mikrofonu poradziliśmy sobie. W śpiewie Alinie, Gliździorkowi i Marzence pomagali tak klerycy jak i księża – w tym, muszę się pochwalić – jeszcze niedawny kolega z polonistyki MateuszLaughing, który we wspaniałym stylu wykonał psalm. Do koncelebracji przyłączył się rzecz jasna o. Paweł a mszę zakończyło specjalne błogosławieństwo nowo wyświęconego księdza Piotra.

        Udaliśmy się do królestwa D.A. Resurrexit, by po krótkich chwilach przy cieście i herbatce wziąć się za dmuchanie baloników, które rozdaliśmy dzieciakom. pierwszy trafił do uroczej Emilki. Słusznie kiedyś powiedział Paulo CoehloDziecko może nauczyć dorosłych trzech rzeczy: cieszyć się bez powodu, być ciągle czymś zajętym i domagać się – ze wszystkich sił – tego, czego pragnie. Zabawa ze stosunkowo niewielką grupką podopiecznych hospicjum dała nam wiele sił i umocniła naszą wiarę w to, że warto robić coś bezinteresownie. Śmiejące się i rozbiegane dzieci to najwspanialszy widok. Nie sposób opisać ile radości widzieliśmy wzajem w swoich oczach a czerwieni na policzkach.

         Nauczeni doświadczeniem, nie zaplanowaliśmy jakiegoś konkretnego planu zabaw. Wiedzieliśmy, że poprowadzi nas sam Pan. Przygotowaliśmy się tylko z muzykiWink, ale zagrać udało się zaledwie kilka piosenek m.in.: Taki mały, taki duży Arki Noego. Kolejne próby Aliny i Szymona przegrały z Baba Jaga patrzy, Berkiem czy też podbijaniem balonów. Jeszcze w trakcie śpiewania zaczęłam grać z Małgosią a do naszego duetu stopniowo przyłączali się o. Paweł, Aneta, Zanep, Dorotka oraz  wolontariusze z hospicjum. Komu balon spadnie na podłogę ten… – rzucił o. Paweł i się zaczęło Laughing.Po niemal pół godzinnej wariacji byliśmy już wymęczeni, ale nie mogliśmy przecież tego po sobie pokazać. no jak? Przy pełnych sił dzieciach? przy maluchach, które dodawały i sił i wiary? Tak więc kilkoro z nas, w tym nasz duszpasterz, ponownie zajęło się grą w piłkarzyki – a jak im szło? Żeby było sprawiedliwie, powiem, że choć trudno było podopiecznym hospicjum pokonać zespół D. A. Xaverianum – mecze były wyrównane. Nasz pobyt w królestwie Resurrexit przebiegał zgodnie z  estońskim przysłowiem – pozostań dzieckiem, aby cię zawsze mogły kochać twoje dzieci – na tych kilkadziesiąt chwil staliśmy się więc dziećmi. Cudownie było być chodzącym koło nogi liskiem czy posiadać haftowaną chusteczkę.

       Dzieci to wspaniałe małe istotki, których jasny uśmiech potrafi zmienić nasze, dorosłe spojrzenie na świat. Dziecko jest chodzącym cudem, jedynym, wyjątkowym i niezastąpionym. Nie możemy więc marnować czasu, który możemy poświęcić właśnie im – bezbronnym acz żywiołowym szkrabom.

Jak powiedział o. Paweł Było super! I ja się pod tymi słowy podpiszę

Kasia Słocińska

 

Może wkrótce zrodzi się w naszym D.A. jakaś nastawiona na dziecięcy uśmiech grupka wolontariuszy…?

 pozdrawiam i dziękuję Wam za obecnośc:)