Patrzę z niepokojem w przyszłość na te parę dni, które są przede mną, ale jest we mnie trochę nieśmiałej ufności, która ciągnie mnie do Ciebie… Czasem trzeba zaryzykować by móc przeżyć coś pięknego, co na długo pozostanie w pamięci, w sercu…

Tym niezwykłym darem, kolejnym prezentem dobrego Boga dla mnie był czas pielgrzymki do naszej ukochanej Mamy. Choć różnymi bardziej bądź mniej wyszukanymi wymówkami próbowałam zagłuszyć to wewnętrzne pragnienie spotkania z Tobą, to cieszę się bardzo, że jednak zdecydowałam się pójść, rozpocząć moją pierwszą Opolską Pielgrzymkę na Jasną Górę A.D. 2009 w pomarańczowej trójeczce. Tak to już jest, że człowiek troska się i zabiega o wiele, a naprawdę tak niewiele mu potrzeba by być szczęśliwym, by poczuć, dotknąć tego co Istotne…

W trudzie kolejnych pielgrzymkowych dni odkrywałam sens każdego kroku, stopniowo narastała we mnie ufność i radość, z tego że jestem, że mam jeszcze siły by kroczyć ku Tobie. I choć pojawiały się chwile ciężkie, gdy obolałe, spieczone gorącym, sierpniowym słońcem ciało miało odwagę krzyczeć, że nie może iść dalej, to zawierzenie Tobie i Twojej Mamie było większe i jedyne…, to ono pozwoliło mi z uśmiechem obudzić się rano – nawet po bezlitosnej, całonocnej walce z komarami – i kroczyć dalej, by osiągnąć cel…, zanieść do Twych stóp serce pełne intencji…, by móc ze łzami w oczach spojrzeć w Twoje czułe, zatroskane o moje życie matczyne oczy… przeżycie bezcenne.

W pielgrzymkowej wspólnocie mogłam liczyć na pomoc, uśmiech sióstr i braci, którzy potrafili rozbawić mnie do łez, pocieszyć, podzielić się swoim doświadczeniem wiary… To właśnie ta atmosfera wzajemnej życzliwości, serdeczności chyba najbardziej uderzyła mnie na tym pielgrzymim szlaku. Przemierzając te nieznane kilometry czułam się jakbym była u siebie, choć w drodze, a jednak jak w domu… Tyle osób, które wiedzą po co idą, dla których pielgrzymka to coś więcej, to coś głębszego, co nadaje sens ich życiu… To wielki dar móc doświadczyć takiej wspólnoty, dojrzałej, bogatej Twoją miłością, którą żyją na co dzień.

Tak jak podczas pielgrzymki tak i w codziennym, szarym życiu trzeba dać się Bogu zaskoczyć! To On jako jedyny najlepiej zna nasze serce, wie czego potrzebujemy i dlatego potrafi sprawić nam taki prezent o którym nawet nam się nie śni. Nie należy zbytnio wybiegać myślami w przyszłość, bo traci się wiele z piękna teraźniejszości… Bóg naprawdę troszczy się o każdego, tylko trzeba mu otworzyć swoje serce i pozwolić mu się poprowadzić tak jak na pielgrzymim szlaku, bo przecież „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia…”.

I choć te sześć dni to zdecydowanie za krótko, to myślę, że ten niedosyt ma swój sens, gdyż z jeszcze większą radością będę wyczekiwać tych sierpniowych dni by znowu móc kroczyć ku Tobie… Do zobaczenia za rok!