Oprócz Obozu w Swiętej Lipce oraz integracyjnego obozu w Białym Dunajcu nasze wakacyjne inicjatywy objęły także wyjazd grupy xaveriuszy na Europejskie spotkanie młodzieży do Rzymu. Wyjazd ten miał miejsce w lipcu. Z naszego duszpasterwtwa wyjechało 9 osób. Jechaliśmy w jednym autokarze wraz z kilkoma duszpasterstwami z Wrocławia oraz Katowic. Po drodze zwiedziliśmy Padwę oraz Wenecję. Sam pobyt w Rzymie zorganizowany był wokół tematu “Jak być dzisiaj chrześcijaninem na uniwersytetach”. W grupach językowych, młodzież z całej Europy dzieliła się doświadczeniem wiary. Poniżej, ku zbudowaniu serc umieszczone zostaje świadectwo jednej z uczestniczek spotkania. Wkrótce można będzie zobaczyć zdjęcia z wyjazdu oraz ciąg dalszy świadectw. Miłej lektury.

Wyjeżdżałam z Opola z jakąś wewnętrzną blokadą, brakiem przekonania co do zasadności mojego udziału w Europejskim Spotkaniu Studentów. Sami intelektualiści – myślałam – mądre, przemyślane zdania, ciężka dyskusja, w której zaginę ja z moją kulejącą ostatnio wiarą. Nie byłam z dala od Boga, modlitwy, ale od jakiegoś czasu coś od tej wiary stopniowo odpadało, zatracało się w codzienności, duchowość ustępowała powinności, zewnętrzności. Wróciłam z przekonaniem, że Bóg może poruszyć ogłuchłe serce nawet, jeśli temu sercu wydaje się, że pozostało nietknięte. Co się wydarzyło? Rzym. Stolica chrześcijaństwa. Najważniejsze osobistości Kościoła, najcudniejsze bazyliki. Tak chciałam, żeby to do mnie przemawiało, chciałam wielkich uniesień modlitewnych, czekałam na łzy oczyszczenia. I nic. Dostałam zabieganie i niejasne w tym wszystkim przeświadczenie o tym, gdzie jestem i co się dzieje. Wszystko działo się jakby obok. Byłam przerażona moją obojętnością. Ale Pan chciał mi pokazać, że wiara to nie tylko wzniosłe słowa, że o wiarę trzeba walczyć, zwłaszcza w chwilach takiej duchowej pustki. I w końcu doczekałam się odwilży. Przyszła razem ze wspólnotą. Kiedy spotkaliśmy studentów z całej Europy, gromadziliśmy się z nimi na modlitwie, posiłkach, zabawie – już wiedziałam, czego mam się tu nauczyć. Jestem członkiem różnych wspólnot, wyjeżdżałam na różne spotkania młodych, gdzie zawsze czuje się łączącą obecność Ducha Św., ale po raz pierwszy doświadczyłam takiej radości z bycia we wspólnocie. Wydawało mi się, jakbym tych wszystkich ludzi znała od dziecka, choć faktycznie byli mi niemal obcy. Zawsze traktowałam wspólnotę jako coś, co po prostu jest, niezależnie ode mnie. Teraz wiem, że jestem współodpowiedzialna za każdą grupę, do której wkroczę. Bo nie można tylko brać. Może to wydaje się śmieszne, że będąc w stolicy chrześcijaństwa  nie wspominam tu z zachwytem wszystkiego, co tam zobaczyłam, a rozwodzę się nad setkami młodych Europejczyków, których przecież mogę spotkać też gdzie indziej. Ale myślę, że to ma sens. Spotkałam Kościół, choć nie tak, jak tego oczekiwałam. Bo Kościół tworzą ludzie, a nie budynki (choćby najcudniejsze) i Bóg musiał zaciągnąć mnie aż do Rzymu, żeby mi to w pełni uświadomić;) I dziękuję Mu za to.