Październik jest miesiącem, w którym chcemy rozmawiać z Matką Jezusa. Z tą, która nie bała się iść za Nim, iść Jego śladami aż do nieba – o czym mogliśmy usłyszeć podczas naszego ostatniego spotkania.

Kiedy Ewa mailem zaproponowała nam codzienne, wspólne odmawianie Różańca, szczerze mówiąc nie wierzyłam, że ktokolwiek przyjdzie a jeśli już to, że będą to jednostki. I poniekąd miałam rację. Dziennie o ustalonej porze w oratorium pojawiały się te same osoby. Ewelina,ja Kajetan,Dorota była u Ewa… oczywiście nie zawsze byliśmy w całym składzie. Spotykaliśmy się raczej wymiennie. Jeśli ktoś miał wolne – przychodził. Można było nas policzyć na palcach jednej ręki, ale nie zaprzestaliśmy wspólnej modlitwy. Choć sama nie mogłam być na każdym spotkaniu, uważam, że zaproszenie Ewy było wspaniałe. Różaniec nie jest trudną modlitwą, ale mimo wszystko, nie każdy wie, w którym momencie odmówić Ojcze nasz a w którym Chwała Ojcu. Nie jest też, jak sama Ewa napisała „odklepaniem Zdrowasiek”. Przyjęliśmy zaproszenie a to znaczy, że zawierzyliśmy Maryi, że Ją kochamy, chcemy przez jej wstawiennictwo prosić o pokój, o lepsze życie, o większą wiarę w jej Syna.

 Przez kilkanaście dni odmawialiśmy poszczególne tajemnice, rozumowaliśmy przygotowane przez nią rozważania. Nasze spotkania rozpoczynała i kończyła Ewa. My zaś czytaliśmy rozważania i prowadziliśmy kolejne dziesiątki. Choć czasem głos sam nam „umykał”, cieszyliśmy się, przynajmniej ja, z samej możliwości wspólnego odmawiania Różańca. Modlitwa przeżywana bywa indywidualnie, ale nasze spotkania w jakiś sposób nas jednoczyły. Można było poczuć się dzieckiem Maryi, które z nadzieją w głosie prosi Ją o wsparcie i dziękuje za wstawiennictwo u Pana. Było to dla mnie niezwykłe przeżycie. Klęcząc starałam się zrozumieć treść rozważań i właściwie przeżyć chwile spędzone w Wami. Może nie do końca potrafię powiedzieć co czułam podczas modlitwy, ale chyba były to jedne z  nielicznych chwil, kiedy tak do końca poświęcałam się modlitwie. Kiedy czułam się nią ogarniona. Bardzo chciałam coś poczuć i poczułam.

Trzy z naszych spotkań zakończyliśmy bajkami. Dwie traktowały o Maryi, jedna o trzech drzewach, z których każde miało po jednym marzeniu. Każde chciało czuć się ważne, czegoś dokonać, wzbić się ponad resztę. Kiedy zakończyły swój żywot i stały się przydatnym człowiekowi drewnem, czuły się zawiedzione. Nie spełniło się żadne z marzeń. Nie spełniło a przecież wydawały się takimi zwyczajnymi. Dopiero gdy jednego użyto do budowy maleńkiego żłóbka, kolejne posłużyło do budowy małej, porwanej sztormem łódki a z trzeciego zrobiono krzyż, drzewa zrozumiały, że tak naprawdę zostały wyróżnione. Maleńkimi a jednak wie rzeczami nas Pan wyróżnia…

Zapraszam na cotygodniowe spotkania.

 

 

 


[1] Dodaj do czego posłużyło trzecie drzewoJ