„Czy może być coś dobrego z Nazaretu”. To pytanie zadał kiedyś Filipowi Natanael. Znał Nazaret, wiele o tym miejscu słyszał i nic dobrego się po nim nie spodziewał. Demon południa uderza w nasze pragnienia, osłabia ideały, konfrontuje ze słabą ludzką kondycją moralną i ostatecznie zniechęca do podejmowania wysiłków w pracy nad sobą. Jezus zachęca do tego  byśmy trwali do końca. „Kto wytrwa do końca ten będzie zbawiony” powie do uczniów. Pamiętam kiedy po raz pierwszy jako student odprawiałem ćwiczenia duchowne jeden z prowadzących Jezuitów zachęcał rekolektantów do wytrwałej modlitwy mówiąc „pamiętajcie że najpiękniejsze łaski zachowuje Bóg na koniec rekolekcji”. Z własnego doświadczenia muszę powiedzieć, że rzeczywiście najwięcej światła otrzymywałem często pod koniec rekolekcji. Bóg jakby czekał z najpiękniejszym prezentem do końca. To tak jak z ziemia uprawną. Najpierw trzeba ją przygotować, użyźnić, przeorać, wyplewić a dopiero na koniec sadzi się w nią ziarno, które wyda plon. Czujność i uważność na Bożą obecność przygotowuje w nas grunt pod słowo, które wyda plon.

Dlatego pan wielokrotnie będzie mówił do uczniów „czuwajcie abyście nie ulegli pokusie”, byście nie ulegli zniechęceniu; by nie dopadł was demon południa. Dziś w ewangelii Pan powie do swoich uczniów „Uważajcie na siebie…”. Znamy dobrze wagę tych słów, kiedy kierujemy je do kogoś kogo kochamy i na kim nam naprawdę zależy. Te słowa można umieścić na 2 płaszczyznach znaczeniowych:  kiedy mówię uważaj na siebie mogę mieć na myśli sytuacje zewnętrzne, które mogą zagrażać czyjemuś bezpieczeństwu czy zdrowiu, np. w czasie pandemii świńskiej grypy, kiedy powiem komuś uważaj na siebie będzie to wyrazem mojej troski o to by ten ktoś na tę grypę nie zapadł; a więc by unikał osób zakażonych, jadł dużo czosnku i witaminy C.

Słowa „uważaj na siebie” mogą także wyrażać czyjąś troskę o kogoś, by ten ktoś nie szedł za tym co w nim nieuporządkowane, za swoimi złymi skłonnościami, negatywnymi uczuciami, pożądaniami i tym wszystkim co mogło by zrujnować jego życie bądź szczęście. Ostatnio odwiedziłem w szpitalu osobę, która cierpi na anoreksję. Ta straszliwa choroba tak dalece zniszczyła zdrowie tej osoby, że obecnie nie jest ona już w stanie poruszać się o własnych siłach, podłączona do kroplówek walczy o życie. Mówiąc do niej „Aga uważaj na siebie” miałem na myśli przede wszystkim by uważała na niebezpieczeństwa jakie płyną z jej głowy: negatywny obraz samego siebie, nienawiść do swego ciała itd. Uważaj na siebie czyli uważaj na te obszary w tobie, które nie są jeszcze przemienione, oczyszczone i uporządkowane. Uważaj na siebie rozumiane jest więc tutaj bardzo dosłownie bo często największym zagrożeniem dla człowieka jest sam człowiek. Tak wielu ludzi spotkałem w sakramencie pojednania, którzy nie są w stanie wybaczyć sobie choć Bóg już dawno im przebaczył. Św. Ignacy z Loyoli był wielkim realistą kiedy mówił o potrzebie uważności w życiu duchowym. Zachęcał Jezuitów do jak najczęstszego przyglądania się swoim myślom, pragnieniom by zobaczyć czy są one Boże czy nie. Nie wszystkie nasze myśli są Boże i nie wszystkie pochodzą od Boga. Ignacy powie, że nasze myśli mogą pochodzić albo od Boga, albo od szatana, którego nazywa nieprzyjacielem ludzkiej natury albo od nas samych, naszych nieuporządkowanych przywiązań i pragnień. W regułach rozeznawania duchowego, Ignacy porównuje działanie szatana do dowódcy wojsk, który obchodzi twierdzę, którą chce zdobyć i szuka w niej słabych miejsc, a gdy je znajdzie tam uderza. Nieprzyjaciel szuka z nas słabych miejsc by tam uderzyć.

„Uważajcie na siebie aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask”. Pan troszczy się o swoich uczniów bo ich kocha i mu na nich zależy. Chce aby ich serca były czyste i wolne, aby byli zdolni stanąć przed Bogiem kiedy ich do siebie powoła. To nawoływanie do czuwania powinniśmy zatem traktować bardziej jak zachętę niż przestrogę. Jezus nas nie straszy ale zachęca byśmy czuwali. Ktoś, kto kocha nie straszy ale prosi. Serce oznacza centrum. Jeśli serce jest zdrowe to cały człowiek jest zdrowy. Jeśli serce jest chore wtedy cały człowiek jest chory. „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, ludzkiego serca pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym” (Mk 7,20-23). Czasem to serce może być przywalone przez troski tego świata tak, że człowiek traci orientację duchową; miotany przez wiele pokus i namiętności traci radość ducha i spontaniczność w służbie Bogu. Odzyskać Boga to odzyskać jasny cel i kierunek w życiu. Czas adwentu jest doskonałą okazją do prostowania swoich dróg, do podjęcia pogłębionej refleksji nad własną sytuacja duchową. Jest to czas łaski od Pana.