Gdy zakończyliśmy kolejny semestr studiów postanowiłam  zostawić jakiś  ślad, dzieląc się tym, co przeżyłam razem z wami.

To dzięki wam, kochani studenci, mogłam uczestniczyć w tej modlitwie. Również i wy mnie motywowaliście, aby zjawić się w oratorium nie tylko na Mszy, ale na odmawianiu tej modlitwy.

Powiem szczerze, że różaniec kojarzy mi się z babcią. Uważałam, że to jest najdłuższa modlitwa, która mnie zazwyczaj zniechęcała.  A teraz, gdy prowadzę ją w Xaver- uważam inaczej.

Nie wiem jak to się stało, że wpadłam na taki pomysł?

 

 Wszystko zaczęło się od października- gdzie skojarzyłam ten miesiąc z październikowym różańcem i wtedy rzuciłam hasło z taką propozycją , gdzie kto mógł to uczestniczył. Myślałam, że w październiku zakończę tę modlitwę, lecz jedna miła dusza zaproponowała mi, że warto tą modlitwę przedłużyć  w całym semestrze akademickim.

Hmm… Była to dla mnie bardzo ciężka decyzj,a gdyż nachodziły mnie myśli- czy wytrwam do końca? Czy będę na tyle silna, aby pojawić się w danym dniu w Oratorium?  Trochę się lękałam, jak tę modlitwę przeprowadzić? To nie jest takie proste pójść do Oratorium i odklepać pięć dziesiątek różańca. Obawiałam się, że studenci nie znajdą chwilę czasu, aby przyjść na modlitwę. Ale myliłam się-> część  z was czekała, aby ta modlitwa się odbyła- więc starałam się was nie zawieść.

Przygotowując wcześniej rozważania (a nie było to takie łatwe), starałam się dopasować również modlitwy, a także bajkę, aby wam pokazać, że różaniec to nie tylko odklepywanie Zdrowasiek.

Byłam ogromnie szczęśliwa , gdy pewna osoba wymyślała nazwę „Różaniec Xaveriański”- TRAFNA nazwa 🙂 . Kto by pomyślał, że coś takiego będzie w naszym Xaver.  I  za to tej osobie bardzo dziękuję! Również wam kochani studenci za obecność  w oratorium i podzielenie się waszymi refleksjami, które dały mi siłę w czasie zmagań ze studiami.

Różaniec Xaveriański jest dla mnie wielkim darem, który pomógł mi w sposób cudowny w życiu studenckim. Czułam, że modlę się tak, jak nie tylko ja chcę, ale jak chce Bóg, mając w ręku różaniec.

Prowadząc tę modlitwę, mogłam otworzyć się nie tylko na was, ale również wy nauczyliście się przełamać siebie i podzielić się swoim świadectwem.  Uważam, że xaveriańska wspólna modlitwa  dała każdemu z nas w jakiś sposób  „ różańcowe” owoce.

Prowadząc różaniec xaveriański, dzięki wam odkryłam, że spontaniczność jest najlepszą formą modlitwy. W pewnym momencie byłam mile zaskoczona moją postawą. Otóż modliłam się nie tym, co wcześniej miałam przygotowane na kartce, ale tym co wypływało z mojego serca — i to było najpiękniejsze. Nie rozumiem, jak to się stało, ale z moich ust wypływały głębokie słowa, którymi poruszyłam serca innych ludzi. A nie chwaląc się, nawet mnie samej też się podobało. Szkoda, że nie mogę cofnąć tego czasu i jeszcze raz go przeżyć w ten sam sposób.

Spotykając się raz, a nawet dwa razy w tygodniu, najbardziej lubiłam rozważać tajemnicę Nawiedzenia św. Elżbiety. Mogłam uchwycić Maryję za rękę i iść przez chwilę razem z Nią. Było mi w wtedy łatwiej, a wszystko wokół staje się piękne.

Odczułam, że różaniec nie jest czymś martwym, przeciwnie-wielu ludzi odnajduje w nim życie, mówią, że to modlitwa pulsująca miłością, dająca radość, niosąca ukojenie. I to prawda, doświadczyłam tego w naszym duszpasterstwie.

Rozważając w danym tygodniu różaniec, uczyłam się odczytywania Bożych odpowiedzi na moje pytania. Właśnie w czasie  tej modlitwy otrzymywałam te proste odpowiedzi. ( nie zawsze się pojawiały) Przepraszam, jeśli kogoś urażę tym, co napiszę- otóż  najbardziej cieszyła mnie wasza postawa na modlitwie- byliście naprawdę wytrwali i za to was podziwiałam. Dzięki wam był to po prostu cudowny czas nie tylko modlitwy, wysłuchania bajki, ale również dzielenia się refleksją.  Aby wziąć do ręki różaniec, nie trzeba czekać do starości.
Życzę każdemu, aby pokochał nasz Xaveriański różaniec. Jest to miłość z wzajemnością.
Dziękuję i do zobaczenia w kolejnym semestrze.