Dziś niedziela wniebowstąpienia Pańskiego. Zarówno pierwsze czytanie z Dziejów Apostolskich jak i Ewangelia Łukasza relacjonuje nam to wydarzenie. Jezus zostaje wzięty do nieba a więc powraca do Ojca od którego otrzymał misję zbawienia świata. Uczniowie zaś stojąc na ziemi patrzą w niebo i tam wypatrują swojego mistrza. Jest w nas czasem tendencja do tego by patrzeć w niebo a nie widzieć świata, który nas otacza. Postacie w bieli zadają pytanie uczniom „dlaczego stoicie i patrzycie w niebo?”. Jezus, który odchodzi do Ojca pozostaje jednocześnie na ziemi, w drugim człowieku, w świecie, który nas otacza. Inaczej jak moglibyśmy zrozumieć słowa Pana „oto ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata”? Wstępuje do nieba a jednocześnie jest z nami. Chrześcijanin ma nie tyle patrzeć w niebo co patrzeć wokół siebie i tam szukać obecności Jezusa.

 
Wiara chrześcijańska jest bardzo konkretna; daleka od sentymentalizmu i melancholii. Wcielenie oznacza ciało, które często jest słabe, chore, połamane przez cierpienie i przygasłe wskutek zniechęcenia i zmęczenia życiem. „Cokolwiek uczyniliście tym braciom moim najmniejszym, mnieście uczynili”. Jezus w ewangelii utożsamia się z ludźmi połamanymi przez los, ubogimi, których nikt nie kocha i o których nikt nie myśli. Właśnie w takich osobach Pan chce być odnaleziony. Kiedyś prowadziłem na rekolekcjach siostrę zakonną, która opowiedziała mi historię, jaka przytrafiła się jej tuż przed przyjazdem na rekolekcje. Weszła do kościoła by uczestniczyć w Eucharystii. W pewnym momencie poczuła za sobą nieprzyjemny, pomieszany z moczem i brudem zapach osoby bezdomnej. W pierwszym momencie chciała zmienić ławkę. W pewnym momencie jednak, na znak pokoju, obróciła się by przez skinięcie głową przekazać tej osobie znak pokoju. Osoba ta jednak wyciągnęła ku niej rękę. „kiedy podałam mu rękę poczułam głęboki pokój wewnętrzny a w jego oczach dostrzegłam wdzięczne spojrzenie kogoś, kto dawno nie był traktowany jak człowiek. To była najbardziej owocna Eucharystia w moim życiu. Nigdy nie zapomnę tego spojrzenia”.
Ta siostra poczuła się jak w niebie bo zobaczyła Jezusa w połamanym życiu osoby bezdomnej. Na tym właśnie polega wniebowstąpienie. Nie jest to lewitacja i bujanie w obłokach ale konkretny wysiłek zmierzający do odnalezienia Pana w bliźnich. Wtedy naprawdę jesteśmy wniebowzięci. W języku potocznym często używamy słowa „wniebowzięty” na określenie bardzo pozytywnego stanu emocjonalnego, który nam towarzyszy. Kiedyś zapytałem jedną ze studentek jak się czuje po randce z chłopakiem a ona uśmiechnięta od ucha do ucha z konwaliami w reku odpowiedziała „wniebowzięta”. Czuła się tak dlatego, bo doświadczyła miłości i zainteresowania w relacji do drugiej osoby. Czasem jest nam tak dobrze i tak przyjemnie że wręcz czujemy się jak w niebie.
Także w dzisiejszej Ewangelii uczniowie czują się wniebowzięci bo Jezus, który wstępuje do ojca im błogosławi. Błogosławić tzn. dobrze mówić, dobrze życzyć, być życzliwie usposobionym. Jezus im błogosławi, tzn. daje im poczucie bycia kochanymi i drogimi w oczach Boga. To jest niezwykle ważne dla nich doświadczenie. Oni tak zapamiętali Jezusa i ta pamięć pomoże im przetrwać trudne momenty w ich życiu. Nie przez przypadek wniebowstąpienie Pana ma miejsce w Betanii. Betania to w Ewangelii szczególne miejsce, gdzie Jezus doświadcza szczególnie miłości swoich przyjaciół. Marta usługiwała a Maria siedziała u Jego stóp w postawie adoracji. W Betanii służba i adoracja spotykają się ze sobą. Betania to miejsce gdzie panuje doskonała radość ze spotkania przyjaciół. Marta i Maria były wniebowzięte mając w swoim domu Jezusa.
Doświadczenie miłości i pamięć o niej pozwala przetrwać kryzysy i wyjść z nich zwycięsko. Ostatnie zdanie z dzisiejszej Ewangelii mówi nam o uczniach, którzy „z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga”. Z wielką radością wrócili do świątyni, czyli tam, gdzie czekało ich niezrozumienie i prześladowanie. W ostatnim czasie czytania z Dziejów Apostolskich ukazują nam dzieje kościoła po zmartwychwstaniu, w którym radość przeplata się z cierpieniem i męczeństwem dla Chrystusa. Uczniowie odchodząc sprzed Sanhedrynu, upokorzeni i ubiczowani cieszyli się, że mogli cierpieć dla imienia Jezus. Możliwe to było tylko dlatego, że w sercu mieli ciągle żywy obraz Jezusa z wniebowstąpienia, który im błogosławi, jest im życzliwy i daje im swojego Ducha.
Wniebowstąpienie to rzeczywistość, której możemy doświadczać już tutaj na ziemi. Jeśli przestaniemy patrzeć w niebo własnych ambicji, planów i oczekiwań a zaczniemy z uwagą patrzeć wkoło siebie to może uda nam się dostrzec Chrystusa w drugim człowieku. Wtedy wniebowstąpienie choć na chwilę stanie się naszym udziałem.