„Ten, kto zobaczył siebie takim, jakim jest, większy jest niż ten, kto wskrzesza umarłych” – powiedział kiedyś św. Izaak Syryjczyk. Zobaczyć siebie takim, jakim się jest naprawdę, to wielka rzecz; stanąć w prawdzie o sobie to wielkie błogosławieństwo, początek nawrócenia i nowego życia. Sam Pan Jezus powiedział „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. W poznaniu prawdy i w przyjęciu prawdy o sobie leży nadzieja wyzwolenia. Wolnym może być tylko ten, kto ma odwagę spojrzeć na siebie w prawdzie.

 Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam dwie postacie: faryzeusza i celnika. Faryzeusz przychodzi do świątyni aby się modlić, podobnie przychodzi do świątyni na modlitwę celnik. Modlitwa faryzeusza jednak wygląda zupełnie inaczej niż celnika. Na pierwszy rzut oka jest na ciekawsza i na pewno oracyjnie piękniejsza. Faryzeusz wie jakich słów użyć aby zachwycić. Swą modlitwą nie tyle chce zachwycić Boga,  co samego siebie. Wylicza swoje zalety i informuje Boga, jakim to on jest dobrym człowiekiem i jak bardzo stoi ponad całą hałastrą zdzierców, oszustów i cudzołożników. W jego modlitwie wyraźnie można odczuć pogardę dla tzw. marginesu. Faryzeusz wylicza swoje zasługi i wprawdzie używa słowa dziękuję, ale to „dziękuję” nie wyraża wdzięczności wobec Boga ale pochwałę wobec siebie. Faryzeusz w gruncie rzeczy chce aby Bóg go chwalił i dziękował mu za to jaki on jest święty i hojny.

Zupełnym przeciwieństwem faryzeusza jest celnik. Jego modlitwa nie zwodzi i nie uwodzi, nie jest rozbudowaną oracją tak jak modlitwa faryzeusza i nie ma w sobie nic z sofistycznej ornamentyki. Jest prosta i płynie prosto z serca celnika. Dlatego Pan mówi, że to celnik właśnie wyszedł ze świątyni usprawiedliwiony, a nie faryzeusz. Dzisiejsza Ewangelia uczy nas, że o pięknie modlitwy stanowią nie słowa ale wewnętrzna postawa serca. Bóg bowiem patrzy na serce bardziej niż słowa. Modlitwa wtedy jest najpiękniejsza, kiedy jest najprawdziwsza. Taka modlitwa jest także ciekawa i nigdy nie nudzi. Ludzie, którzy są prawdziwi przed Bogiem, nigdy nie są znużeni swoją modlitwą. Dla nich także Bóg nie jest nudny. Bóg jest nudny dla tych, którzy nie są przed nim prawdziwi. Co więcej, człowiek, który nie staje przed Bogiem w prawdzie o sobie, sam dla siebie staje się nie do zniesienia; jest sam sobą znudzony. Jeśli to co mówię jest dla mnie samego nudne i nieautentyczne, to jakże mogę oczekiwać od Boga by znalazł w tym upodobanie. Bóg jest znudzony naszą gadaniną, jeśli nasza modlitwa nie płynie z serca i z prawdy o nas samych. „Na modlitwie nie bądźcie jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. …odebrali już swoją nagrodę”. Faryzeusz odbiera swoją nagrodę – odchodzi zadowolony z siebie, że dobrze przed Bogiem wypadł. Jego „nagrodą” jest duma i pycha, uczucie bycia poprawnym przed Bogiem.

Celnik nie myśli o tym jaka jest jego modlitwa, nie zwraca uwagi na słowa, które wypowiada. Dla niego, to nie słowa są najważniejsze ale Ten, przed kim stoi. Celnik jest człowiekiem wolnym, gdyż widzi prawdę o sobie i wyraża ją przed Bogiem całym sobą. Bije się w piersi i mówi „Boże, miej litość dla mnie grzesznika”. Jego błaganie „dosięga obłoków” jak mówi Syracydes. „Modlitwa biednego przeniknie obłoki i nie ustanie, aż dojdzie do celu” (Syr 35:17). Paradoksalnie biednym przed panem jest celnik a nie faryzeusz, choć celnik najpewniej posiadał więcej dóbr materialnych niż faryzeusz. Ubóstwo polega tutaj na stanięciu przed Bogiem w prawdzie; ze skruszonym sercem, w postawie żebraka, który prosi o miłosierdzie i przebaczenie. Bóg kocha ubogich i szybko przychodzi im z pomocą. „Pyszałka zaś dostrzega z daleka” (Ps. 138).

W każdym z nas jest coś z faryzeusza i coś z celnika. Faryzejskie w nas, jest to wszystko, co uznajemy za własne bez odniesienia do Boga; wszelkie postawy nieautentycznej religijności, hipokryzji i pychy. Nie możemy stanąć przed Bogiem w postawie celnika, jeśli wpierw nie uznamy upokarzającej prawdy o naszej grzeszności. Upokorzenie jednak jakie płynie z przyjęcia bolesnej prawdy o nas samych, niemal natychmiast stawia nas w postawie relacji do Boga i otwiera w nas błogosławiony stan gotowości przyjęcia miłosierdzia i przebaczenia.

Łukasz mówi nam o czymś ważnym w postawie modlitwy faryzeusza i celnika. Faryzeusz, pisze Ewangelista, „modlił się w duszy..”. Owa modlitwa „w duszy” faryzeusza jest symbolem koncentracji na sobie, duchowego solipsyzmu, braku odniesienia i relacji do Boga. Można być zamkniętym w obrębie własnego świata i żyć w iluzji doskonałości i samowystarczalności.

Celnik zaś „stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu..”. W odróżnieniu od faryzeusza, celnik nie modli się w duszy ale w przestrzeni relacji do Boga. On stoi przed Bogiem z całą swoja nędzą i ma świadomość tego że jest w obecności Świętego nad świętymi. Słowa jego modlitwy są niczym strzały, posyłane wprost w serce Boga. Bóg jest wzruszony modlitwą grzesznika. „Syn człowieczy przyszedł aby ocalić to co zginęło”. Bóg pragnie ocalić człowieka. Ocalić go może jednak tylko wtedy, gdy człowiek przyniesie mu całą swoją biedę. Podobnie jak lekarz, może nam pomóc tylko wtedy, kiedy opiszemy mu swoja dolegliwość i ból. Bez względu na to, jak upokarzające i wstydliwe mogą być nasze choroby, jeśli ich nie ujawnimy, nie będzie możliwe ich właściwe zdiagnozowanie. Diagnoza jest stawiana na podstawie prawdy. Im prawdziwsze ukazanie problemu, tym trafniejsza diagnoza i skuteczniejsze leczenie.

Stanięcie w prawdzie bywa bardzo bolesne i upokarzające. Prawda jednak jest warunkiem autentycznych relacji. Dlaczego w Trójcy świętej są tak piękne relacje? Dlatego że Bóg jest samą Prawdą. W Trójcy Św. Osoby Boskie są w pełni dla siebie, skierowane ku sobie, w całej swojej prawdzie, dobru i pięknie. To są fascynujące relacje, tak jak nieskończona w swojej istocie jest odwieczna Prawda Boga. Przyjrzyjmy się naszym, ludzkim relacjom. Tam, gdzie stajemy wobec drugiego człowieka, w prawdzie o sobie, tam ma miejsce prawdziwe spotkanie. Takie spotkanie nigdy nie jest nudne, bo angażuje całą osobę, w tym co dla niej istotne. Powierzchowność zawsze męczy; głębia uwalnia pokłady duchowej energii, która daje życie i umacnia nadzieję. Najbardziej prężne i żywe wspólnoty w kościele są tam, gdzie ludzie podejmują ryzyko bycia autentycznymi. Takie wspólnoty żyją i dają życie. Najbardziej ciekawe są te małżeństwa, które nie boja się ryzyka stawania wobec siebie z całą prawdą o sobie, które pracują nad swoimi relacjami w duchu życzliwego dialogu i wzajemnego zrozumienia.

Niech celnik z dzisiejszej Ewangelii będzie dla nas inspiracją do budowania autentycznych, opartych na prawdzie relacji z Bogiem i ludźmi.