Zadziwiające jest to, że Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi do uczniów „jesteście solą, jesteście światłem” a nie „będziecie solą, będziecie światłem”. Jesteś światłem i solą, jeśli jesteś uczniem. Być uczniem to znaczy znać swego mistrza, przebywać z Nim, słuchać Jego słów; znać jego styl życia, barwę głosu, wygląd, upodobania i pragnienia. Jeśli naprawdę jesteś uczniem, nie musisz wiele robić, by ewangelizować.

Każde twoje słowo, twój gest, twój styl mówi o mistrzu. Mądrość twojego mistrza staje się twoją mądrością, a Jego światło – twoim światłem. „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, by widzieli wasze dobre czyny i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”. Pan mówi „wasze światło”, a nie „moje światło”, gdyż chce podkreślić jedność w miłości, jaka ma miejsce pomiędzy uczniem i mistrzem. Wtedy rzeczywiście wszystko, co jest Jego, jest także nasze. Obdarowani i przemienieni przez bliską i serdeczną obecność mistrza, stajemy się „alter Christus” – drugim Chrystusem na ziemi.

Kiedyś przeczytałem na portalu internetowym komentarz jednego z internautów, skonkludowany stwierdzeniem: „Kto to ten Jezus Chrystus? Ciągle o Nim słyszę, ale nigdy Go nie spotkałem”. W tych słowach nieświadomie zawarł szczerą prawdę, która dotyczy niestety wielu katolików w Polsce. Słuchając tzw. „bożonarodzeniowych spowiedzi” ze smutkiem muszę stwierdzić, że spośród osób, które skorzystały z sakramentu pojednania, niewielu mówiło o Bogu w sposób bardzo osobisty. W decydującej większości niestety spowiedź miała charakter bardo formalny i prawny. „Nie chodzę do kościoła, nie modlę się, jadłem boczek w piątek i więcej grzechów nie pamiętam, acha…i ostatni raz byłem u spowiedzi 2 lata temu”. Takie spowiedzi ujawniają brak jakiejkolwiek relacji z Bogiem, w rzeczywistości ujawniają także brak wiary w Boga. Można by pytać: dlaczego w ogóle mają one miejsce? Może dlatego, że wszyscy idą, więc ja też powinienem, może z lęku przed karą piekielną za grzechy, których wyznaniu najczęściej i tak nie towarzyszy żal i pragnienie poprawy. „Nie spotkałeś Go, bo żył bardzo dawno temu” brzmiała odpowiedź kolejnego internauty. 

O Chrystusie można słyszeć, ale Go nigdy w życiu nie spotkać. Agresja i cynizm internetowych komentarzy ujawnia niezgodę na taką religijność, w której Bóg nie jest osobiście poznany i doświadczany. Właściwie jest to krzyk o Boga żywego i prawdziwego, o wiarę żywą, która jak pisze Halik, ma charakter dialogu – przestrzeni, w której jest miejsce na krzyk bólu i protestu. Jeśli dzisiejszy katolik nie jest światłem dla świata i solą dla ziemi, to tylko dlatego, że przestał być uczniem albo dlatego, że nigdy uczniem nie był.

Istnieje w naszej przestrzeni religijnej jakaś przerażająca rozbieżność pomiędzy wyznawaną wiarą katolików a ich stylem życia. Czasem mam wrażenie, że wiara wielu kończy się po wyjściu z kościoła, po niedzielnej Mszy świętej. Nierzadko słyszę w rozmowach z ludźmi o postawach zawiści, zazdrości, fałszywych oskarżeniach i donosach, o nieszczerości i nieprawdzie w relacjach międzyludzkich. Takie postawy ranią, niszcząc wszelkie ludzkie oznaki przyzwoitości, a człowiek staje się dla człowieka uciążliwym konkurentem, nieprzyjacielem, kimś, komu nie można ufać. Czy o takich osobach można powiedzieć, że są solą dla ziemi i światłem dla świata? Czy o takich osobach można powiedzieć, że są uczniami?

Uczeń podejmuje decyzję, by słuchać mistrza, by Jemu zaufać; we wszystkich ważnych sytuacjach życiowych pyta „co by uczynił mój Pan” i wiedziony intuicją Ducha Świętego podejmuje decyzje dające życie. Uczeń jest jak mistrz, nie tylko w świątyni, ale także w świecie, szerząc Boże przesłanie miłości i przebaczenia.. Jezus nie tylko głosił Królestwo Boże, On tym Królestwem żył. Potwierdził wiarygodność Ewangelii cierpieniem i śmiercią. Dlatego jest najbardziej wiarygodnym nauczycielem i Panem. Dzisiejsza Ewangelia stawia pytanie o naszą wiarygodność jako chrześcijan- ochrzczonych i praktykujących. Czy możemy podpisać się pod słowami proroka Izajasza z dzisiejszego pierwszego czytania: „Dziel swój chleb z głodnym, wprowadź w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwracaj się od swoich współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała Pana iść będzie przed tobą (58:7-10)”?

 Bóg odpowiada na prośby i wołanie uczniów oraz umacnia ich w czynieniu dobra. Czyni ich wiarygodnymi misjonarzami przez ich czyny i słowa. Dobrze o tym pisał Jan Paweł II w przesłaniu do młodych:

„We współczesnym zlaicyzowanym świecie, w którym wielu żyje tak, jakby Bóg nie istniał, albo skłania się ku irracjonalnym formom religijności, właśnie wy, młodzi, musicie na nowo ukazać, że wiara to decyzja osobista, przenikająca całe życie. Niech Ewangelia będzie najwyższym kryterium, kształtującym wasze decyzje i nadającym kierunek waszemu życiu! Dzięki temu staniecie się misjonarzami przez swoje czyny i słowa, a gdziekolwiek żyjecie i pracujecie, będziecie znakami miłości Boga, wiarygodnymi świadkami miłującej obecności Chrystusa. Pamiętajcie: «Nie zapala się (…) lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu» (Mt 5, 15)”. By być solą, by świecić trzeba być uczniem.