Dzisiejsza Ewangelia o wskrzeszeniu Łazarza jest prowokująca. Jezus, który kochał Marię, Martę i Łazarza dowiaduje się o chorobie Łazarza. „Panie, oto choruje ten, którego kochasz”. Choroba Łazarza musiała być bardzo poważna, skoro tak właśnie siostry przekazują Jezusowi tę wiadomość. Jest w tym sposobie przekazu pewna przyjazna manipulacja.

Maria i Marta od razu odwołują się do uczuć Jezusa, nie zostawiając mu przestrzeni do namysłu. Chcą sprowokować Jego działanie. Między wierszami jest jasny przekaz, „jeśli go naprawdę kochasz, zrób coś, nie pozwól by umarł”.  Każdy z nas może się tu dobrze odnaleźć. Wiele razy w życiu byliśmy w sytuacjach trudnych, kiedy wysyłaliśmy do Boga podobny przekaz. „Chodzę do kościoła, modlę się. Jeśli mnie kochasz, zrób coś, pomóż!”. Wiele razy pewnie też odczuliśmy rozczarowanie i poczuliśmy się zawiedzeni, że Bóg na nasze prośby nie odpowiada.

Zdumiewająca jest reakcja Jezusa. Jezus się nie spieszy, nie panikuje, nie rozpacza, ale z właściwym sobie spokojem kontroluje sytuację. On jest Panem czasu, życia i śmierci, i On wie najlepiej, w jakim stylu dokonać cudu, by wzbudzić w sercach ludzi wiarę. „Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej…”. W tym zdaniu Pan odsłania prawdziwie chrześcijański sens cierpienia i śmierci. Zarówno cierpienie jak i śmierć mają służyć dobru. Ignacy z Loyoli w Ćwiczeniach Duchownych, w Fundamencie powie, że człowiek jest stworzony przez Boga po to, by odpowiedzieć na miłość i zaproszenie do komunii z Nim. Wszystkie zaś rzeczy stworzone są po to, by człowiekowi pomóc w drodze do Boga. Człowiek zatem  powinien korzystać z nich w takim stopniu, w jakim rzeczywiście pomagają mu w realizacji celu, dla którego został stworzony, i w takim stopniu się z nich wyzwalać, w jakim przeszkadzają mu w drodze do Boga. I dalej dodaje, że ta obojętność wobec wszystkiego, oprócz Boga samego powinna iść tak daleko, że nie ze swej strony nie powinniśmy pragnąć bardziej zaszczytów niż sławy, zdrowia niż choroby, życia długiego bardziej niż krótkiego. Zawsze natomiast powinniśmy wybierać to, co bardziej pomaga w realizacji celu, dla którego żyjemy.

Okazuje się, że nawet przyjaciele Jezusa nie są wolni od cierpienia i śmierci. Tak jak wszyscy ludzie, także ci, którzy są najbliżej Pana przechodzą przez trudne doświadczenia. Przyjaźń z Jezusem, tak jak każda przyjaźń zostaje poddana próbie. W Ewangelii Jezus nie tylko na tę próbę pozwala, ale wręcz ją prowokuje. Zachowanie Jezusa po otrzymaniu wiadomości od przyjaciół z Betanii jest zupełnie niezrozumiałe. Jak mówi ewangelista Jan, „Mimo jednak, że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu”. Ewidentnie Pan czeka na śmierć Łazarza. Po dwóch dniach powie do uczniów wprost „Łazarz umarł, ale raduję się, że mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli”. Louis Boyer  powiedział kiedyś, że Chrystus umarł za nas nie po to, aby nas uwolnić od śmierci, lecz raczej aby dać nam możność umrzeć skutecznie. Jezus chce uczynić śmierć Łazarza skuteczną.

Śmierć Łazarza jest poważną próbą dla przyjaźni. Maria i Marta wyrażają rozczarowanie, kiedy widzą Jezusa: „Panie, gdybyś tu był , mój brat by nie umarł”. W stanie cierpienia i smutku nie widzą dobra, jakie może płynąć ze śmierci brata. Kiedy dopadają nas trudne doświadczenia, wtedy zwykle cały świat wali nam się na głowę, w sercu rodzi się rozczarowanie, smutek i bunt przeciw Bogu. Jezus wie o naszych reakcjach, On je przewiduje i zakłada. To, co jest bardzo ważne w dzisiejszej Ewangelii, to postawa Jezusa wobec cierpienia człowieka. Nie wolno nam nie zauważyć, że Pan w to cierpienie wchodzi. Jezus zapłakał, dosłownie wybuchnął płaczem, widząc ból swoich przyjaciół. Razem z Marią i Martą przechodzi przez proces żałoby i bólu, niczego nie przyspiesza, niczego nie wymusza, cierpliwie i cicho towarzyszy im w procesie rodzenia się czegoś nowego. Cierpienie oczyszcza i otwiera na nowe życie, rodzi nowy sposób patrzenia na relację z Bogiem i drugim człowiekiem. „Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostaje tylko samo, a jeżeli obumrze przynosi plon obfity”. Śmierć Łazarza uruchomiła proces obumierania w sercu Marii i Marty. Umiera ich stary obraz Boga, który był logiczny i prosty: „Służę Bogu, więc nic mi nie grozi. Proszę go więc otrzymuję”. Jezus kwestionuje ten obraz, rozbija iluzję ciepłego gniazdka u Jego boku dla tych, którzy za nim idą. Zabiera fałszywe poczucie bezpieczeństwa, konfrontuje źle ulokowane nadzieje oraz pokazuje, że Jego działanie w życiu jednostek jest zawsze dla dobra wielu.

Nie ulega jednak wątpliwości, że największy cud, jaki Jezus czyni w Ewangelii, czyni dla swoich przyjaciół. W ten sposób manifestuje swoją miłość i troskę o tych, którzy w Nim pokładają ufność. Nie zostawia swoich przyjaciół i nigdy się od nich nie odwraca.  Wskrzesza Łazarza z martwych, przywraca do życia kogoś, kto od czterech dni leżał w grobie. Czegoś podobnego jeszcze nikt nigdy nie widział. Po tym cudzie już nikt nie poprosi go o kolejny; nikt nie będzie żądał potwierdzenia Jego wiarygodności jako Syna Bożego. Jezus pokazuje jasno kim jest i pozostawia człowiekowi możliwość decyzji. Ewangelista Jan konkluduje ten fragment mówiąc, że wielu spośród Żydów, ujrzawszy to, czego dokonał Jezus, uwierzyło w Niego. Byli jednak i tacy, którzy nie uwierzyli, a nawet tacy, którzy zwrócili się otwarcie przeciw Jezusowi donosząc Sanhedrynowi o tym, co uczynił. Jak powie Pascal: „Jest dość światła dla tych, którzy z całej duszy pragną ujrzeć Boga, i dość ciemności dla tych, którzy mają przeciwne pragnienie” (Myśli).

Śmierć Łazarza była potrzebna. Jezus wykorzystał ją dla dobra uczniów, którzy uwierzyli w Niego. Wykorzystał ją także dla dobra przyjaźni – została ona oczyszczona i umocniona. Wreszcie wykorzystał ją także dla samego Łazarza. Odtąd towarzyszyła mu świadomość, że dzięki jego śmierci Jezus został poznany i wielu uwierzyło w Niego. Jego śmierć stała się okazją do poznania Pana, a tego przecież pragnęli najwięksi męczennicy w historii Kościoła. Śmierć Łazarza przyczyniła się także do umocnienia więzi pomiędzy ludźmi. Wielu przyszło, by pocieszyć Marię i Martę, by im towarzyszyć w bólu po stracie brata. Mamy tutaj obraz Kościoła, który ma być wspólnotą osób kierujących się współczuciem i serdeczną troską o cierpiących i potrzebujących. Wreszcie śmierć Łazarza ujawniła we łzach Jezusa oblicze Boga cierpiącego z człowiekiem. Bóg nie jest obojętny wobec cierpiących, On w ich cierpienie wchodzi, On z nimi i nad nimi płacze.

Śmierć Łazarza zachęca nas także do cierpliwości wobec Boga. „Czyż nie powiedziałem ci, że jeżeli uwierzysz, ujrzysz Chwałę Boga”. Boże drogi nie są drogami naszymi, a jego myśli nie są myślami naszymi. Trzeba, abyśmy Bogu pozostawili ostatnie zdanie, nie potępiając Go za Jego opieszałość i nie oceniając przedwcześnie. Im dłużej Bóg zwleka z odpowiedzią na nasze modlitwy, tym większe szykuje dla nas dobro. Im dłużej zwleka, tym większą ilość osób pragnie włączyć w to dobro. Zaufanie Bogu zwycięża śmierć i prowadzi do życia. Obyśmy mieli odwagę by zaufać!