Świadectwo Kasi po 1 tygodniu rekolekcji ignacjańskich.

Serce moje jest gniewne, serce me bije ciemno,

Rozjaśnij serce moje, zawieś swój pokój nade mną.

Oczy moje są złe, w mych oczach gra pożądanie,

Zakryj mi oczy Twą wizją, nie daj mi widzieć Panie.

Ręka moja jest skąpa, druga ręka jest chciwa,

Od rąk mych zło ich oddal, jak strzałę oddala cięciwa.

Myśli moje są dumne, wzgardliwe są i pyszne,

Daj mi pokorę, Panie, nie daj mi w tłumie błyszczeć.

Grzechy moje są wielkie, dobro jest słabsze od złego,

Miej litość, Panie, nade mną, nie karz, Panie, grzesznego.

Miej cierpliwość, Ojcze, daj znów mi podnieść powiekę,

Daj mi powrócić do Ciebie, daj mi stać się człowiekiem!

(M .A. Wasilewski)

Ten wiersz, znaleziony „przez przypadek” w biblioteczce Domu Rekolekcyjnego w Czechowicach-Dziedzicach, towarzyszył mi w charakterze modlitwy przez to 8-dniowe spotkanie. Bo było to spotkanie. Niezwykle radosne, choć nie zabrakło łez, wstydu i cierpienia. 8 dni, ale dzięki atmosferze ciszy, modlitwy i spokoju wydaje się jakbyśmy byli tam o wiele dłużej. 8 dni, a każdy z nich inny, pełen innych treści, innych odczuć, przeżyć, zrozumienia prawd, które przecież otaczały mnie od dawna. Od zawsze. W domu, na lekcjach religii, w kościele – wszędzie tam mogłam je usłyszeć, ale do tego, by tak naprawdę poczuć, zrozumieć i przyjąć je jako własne potrzebowałam rekolekcji.

Cisza. Po doświadczeniach Fundamentu ćwiczeń duchownych nie była dla mnie niczym obcym, nie musiałam się jej obawiać. Mimo to zrozumiałam, że dopiero w ciszy można usłyszeć Głos. Pan wzywa nas na różne sposoby. Przez poruszenia sumienia, przez innych ludzi, czasem, gdy mamy odrobinę szczęścia, możemy usłyszeć Jego głos. Mnie obdarzył tą Łaską – usłyszałam zaproszenie do spowiedzi, która okazała się punktem zwrotnym (a może nawet początkiem) owocnego przeżywania rekolekcji.

Grzech. To właśnie on oddala nas od Boga – banalne stwierdzenie, ale jakże prawdziwe. Dzięki medytacjom dotyczącym grzechu zrozumiałam jego ohydę, moją małość (bo „grzech mój będzie zawsze przede mną”) oraz to, jak bardzo moimi grzechami zasmucam i ranię Jezusa, dokładając mu na plecy ciężar moich grzechów. Ciężar, pod którym upada. Trzykrotnie.

To swoiste objawienie, zrozumienie prawd będących podstawą naszej wiary okupione było ogromnym bólem duszy, cierpieniem, a nawet złością na samą siebie, za to, że „nie czynię dobra, którego chcę, ale właśnie zło, którego nie chcę”. Ale „Bóg leczy rany serc złamanych” i wtedy, kiedy tylko wykonamy mały gest, jakim jest przystąpienie do spowiedzi, On nas uzdrawia swoją łaską. Po spowiedzi poczułam ogromną Miłość. Taką miłość może dać tylko kochający Ojciec. Poczułam się jak małe przytulone dziecko, które za nic nie chciałoby zostać z tych ramion wypuszczone. Teraz wiem, że mogę udać się do Niego z każdą rzeczą, która mnie trapi, że to nie sam grzech oddala mnie od Niego, tylko moje zatrzymanie się na grzechu. Jeśli pobiegnę w stronę Ojca, który czeka na mnie, skruszonego grzesznika, On zawsze jest gotowy, by mnie przyjąć. Jest większy od każdego mojego grzechu, a jego miłość jest stała – tak samo mocna przed, po, a nawet w momencie popełnienia grzechu. Nauczył mnie akceptacji siebie, wraz z moją grzeszną naturą. Zrozumienie faktu bycia grzesznym pomaga też zrozumieć działania innych grzesznych ludzi. Ludzie nie są źli, są grzeszni i błądzą, jak ja. Na rekolekcjach pojęłam jeszcze kolejny wielki dar Boga – WOLNOŚĆ. Bóg nie stworzył nas złymi, czy dobrymi, stworzył nas wolnymi i ten z pozoru wielki dar, który jest też ogromną odpowiedzialnością, powinniśmy doceniać i dobrze z niego korzystać. Jeśli czujemy, że pewne działania nie są w zgodzie z naszym sumieniem to powinniśmy na chwilę się zatrzymać i zastanowić, czy warto. Bowiem „wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść”. Grzech przynosi śmierć.

Wyjeżdżałam z Czechowic w niesamowicie dobrym nastroju. Bóg jest najlepszym nauczycielem, a te 8-dniowe lekcje pomogą mi w moim dalszym życiu. To boskie „przytulenie” stanowi źródło, z którego czerpać mogę zawsze. To On chciał, bym pojechała na rekolekcje, bo miał  mi do powiedzenia wiele ważnych rzeczy. Tak naprawdę Bóg mówi do nas ciągle. Wystarczy tylko szeroko otworzyć uszy, oczy, a przede wszystkim serce. Bóg jest miłością – to kolejne zdanie, które słyszałam setki razy, a pojęłam dopiero na rekolekcjach. Nie staram się już tego udowodnić, ani obalić. Stało się ono prawdą mojego życia. Jezus – mój brat i przyjaciel – jest moim wzorem i uczy mnie jak żyć i jak kochać. Bo „żyć to kochać, a kochać to umierać dla siebie i dawać życie innym”.

Kasia