Niektórzy mówią, że prawdy nie trzeba bronić, że ona obroni się sama na mocy oczywistości samej prawdy. A jednak św. Piotr w dzisiejszym drugim czytaniu powie: „bądźcie gotowi do uzasadnienia tej nadziei, która w was jest” (1P:3). Piotr zachęca zatem do zajęcia postawy obronnej wobec tego świata. Czy to znaczy, że chrześcijanin powinien bronić samego siebie w tym świecie?

Bynajmniej. Piotr wyraźnie mówi, że nie chodzi o obronę siebie, ale nadziei, która w nas jest. Męczennicy w historii kościoła nie bronili siebie ale prawdy i nadziei, która w nich była. W imię tej prawdy gotowi byli oddać swoje życie. “Nie możemy nie głosić tego cośmy widzieli i czego dotykały nasze ręce. Objawiło się życie, a myśmy je ujrzeli i ogłaszamy Wam tę Dobrą Nowinę” (Dz4:13-21)

Paradoksalnie obrona prawdy, którą przyjmujemy całym sercem, jest ostatecznie obroną nas samych. Tylko człowiek wierny swojemu sumieniu może ocalić siebie. Pan Jezus powie „cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat zyskał, a na duszy swej poniósł szkodę” (Mt16:26).  Chrześcijanie zatem, którzy bronili nadziei, która w nich była, nie wprost bronili także samych siebie, a ściślej rzecz ujmując – broniąc nadziei,  sami byli przez tą nadzieję bronieni. Wierność prawdzie broniła ich człowieczeństwa, budziła podziw wśród ich prześladowców, skłaniała do refleksji nad własnym życiem, rodziła w sercu wiarę, że można żyć inaczej, prawdziwiej i piękniej.

Piotr, który zachęca dziś uczniów Chrystusa do apologetyki, chce powiedzieć nam wszystkim, że ideałem chrześcijaństwa nie jest życie wolne od prześladowań i niepokojów. Co więcej, ci, którzy głoszą Chrystusa muszą liczyć się z nieuchronną perspektywą odrzucenia i prześladowań.  Głoszenie Chrystusa znajduje się w samym sercu chrześcijańskiego powołania. W pierwszym czytaniu słyszymy o tym, że „Filip przybył do miasta Samarii i głosił im Chrystusa”. Filip głosi Chrystusa. Nie opowiada o pięknej pogodzie, o polityce, patriotyzmie czy nawet radości jaką daje wspólnota przeniknięta Duchem ale głosi Chrystusa. Właśnie dlatego, że głosi Chrystusa, w sercach ludzi rodzi się radość. „Wielka radość zapanowała w tym mieście”, słyszymy w pierwszym czytaniu.

Aby głosić Chrystusa, trzeba najpierw przestać głosić samego siebie. Konieczny jest więc swoisty przewrót kopernikański dzięki któremu to nie Bóg krąży wokół mnie i moich potrzeb, ale to ja zaczynam krążyć wokół Boga, zapatrzony w Boże piękno, prawdę i mądrość. Dobrze oddaje to Grecie słowo „perichoresis”, które niektórzy ojcowie kościoła tłumaczyli jako „tańczyć wokół”. Tak jak Trójjedyny Bóg krąży wokół siebie zapatrzony w swe piękno, tak również i my zaproszeni jesteśmy by włączyć się w ten przedziwny taniec wokół Boga. Taki przewrót dokonał się w życiu Filipa i apostołów. Oni głosili Chrystusa. Jeśli Chrystus nie jest głoszony znika chrześcijaństwo, znika wiara w naszych sercach, ostatecznie znika także człowiek.  Dobrze wiedział o tym św. Paweł, który wołał: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii” (1kor:9,16). Jeśli nie ma na tym świecie miejsca dla Boga, nie będzie w nim także miejsca dla człowieka.

Apologetą jest ten, kto staje w obronie nadziei, która w nim jest. Dziś Pan mówi w Ewangelii o Paraklecie, którego pośle jako pocieszyciela i orędownika. Paraklet, znaczy także obrońca. Tutaj dotykamy sedna apologetyki. Apologetą jest ten, kto ma w sobie Ducha Świętego. Paradoksalnie więc, to Duch św., który jest w nas broni nadziei, która w nas jest. Do swoich uczniów Pan powie „nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić […] Duch Ojca waszego będzie mówił przez was” (Mt 10:1-42).

Prośmy o to, byśmy pozwolili Duchowi Świętemu w nas działać, byśmy pozwolili Bogu w nas żyć. Tylko wtedy w sposób bezpieczny będziemy w stanie uzasadnić nadzieję, która w nas jest.