Widzimy w dzisiejszej ewangelii, że Jezus krytykuje faryzeuszów i uczonych w prawie, a zatem najwyższe autorytety religijne w Izraelu. Wielokrotnie w historii Izraela Bóg posyłał proroków, którzy przychodzili z nieprzyjaznym, twardym słowem krytyki, zwłaszcza pod adresem władz religijnych. Był to często jedyny sposób napominania, jakim Bóg dysponował. Krytyka zatem jest czymś biblijnie uzasadnionym. Co więcej, w sytuacji  jawnej niesprawiedliwości i zaniedbania, jest czymś koniecznym i nakazanym. W tej sytuacji mamy nie tylko moralne prawo ale i obowiązek by krytykę podjąć.

Jak zatem krytykuje Pan Jezus? Przede wszystkim rzeczowo. Jezus jest krytyczny ale nie krytykancki; ma nie tylko uczucia ale i argumenty, którymi się posługuje. Zarzuca faryzeuszom i uczonym w prawie obłudę i hipokryzję. Głoszą ale sami nie czynią. To jednak, co najbardziej zdumiewa w postawia Pana, to Jego otwarcie na dobro, które w faryzeuszach dostrzega. Tym dobrem jest głoszona przez nich nauka. „Czyńcie i zachowujcie wszystko, co wam polecą..[Mt23,1). Nie ma ludzi absolutnie złych. Nawet największy przestępca ma w sobie okruchy dobra. Uczciwością intelektualną jest to dobro dostrzec i podkreślić. To jest właśnie to, co Pan Jezus czyni w stosunku do faryzeuszów.

Problem polega na tym, że krytyce często towarzyszy negatywny stan emocjonalny. Czasem przekaz emocjonalny jest tak silny, że nie jesteśmy w stanie odróżnić osoby od tego, co ona głosi. Krytykujemy wówczas i odrzucamy wszystko, co z ta osobą się wiąże. Umiejętność dobrej dyplomacji polega na tym, że wpierw nim wytoczę siermiężne działa krytyki,  zadaję sobie trud, by zobaczyć dobro w drugiej osobie. Św. Ignacy z Loyoli w Ćwiczeniach Duchowych powie, że każdy dobry człowiek winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego niż do jej potępienia. To właśnie czyni Pan Jezus. Ocala naukę głoszoną przez faryzeuszów, potępia jednak niespójność w ich moralnym postępowaniu. Poddaje krytyce ich działanie, ponieważ jest ono krzywdzące dla bliźnich: „wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą”. Ostatecznie więc za krytyką Pana stoi miłość do uciemiężonych i maluczkich, Jego troska o człowieka.

Często dużo kłopotu sprawiać mogą słowa Jezusa: „Nikogo nie nazywajcie waszym ojcem […] nie chciejcie też aby was nazywano mistrzami”. Jako do kapłana-Jezuity, często tak właśnie ludzie się do mnie zwracają. Czy powinienem więc od dziś nie pozwalać się tak tytułować? Czy Jezus krytykuje tytuły jako takie? Chyba nie, bo przecież także Jego samego tytułowano „Rabbi”. Jezus funkcjonował więc w nomenklaturze swoich czasów i nie miał z tym problemów. Za krytyką tytułów kryje się bardziej krytyka nadużyć z nimi związanych. Tytuły mają przypominać o odpowiedzialności. Jeśli zatem ktoś zwraca się do mnie per ojciec, to przypomina mi o moim obowiązku bycia ojcowskim wobec tych, którzy przychodzą i proszą o sakrament pojednania czy kierownictwo duchowe. Tytuł przypomina o obowiązku i określa konkretny rodzaj służby w kościele. Ktoś, kto się szczyci tytułami, nie uwolnił się od egoistycznej chęci szukania poklasku i znaczenia. Ktoś taki jest nieczytelny w swojej funkcji, hipokrytyczny, podobnie jak faryzeusze z dzisiejszej Ewangelii. Tytuł więc, w tym przypadku, bardziej mu szkodzi niż pomaga.

Pan Jezus wzywa w dzisiejszej Ewangelii do pokory, bo tylko ludzie pokorni potrafią służyć. Św. Franciszek z Asyżu, podobno często przypominał swoim uczniom, że jedyną rzeczą, która do nich należy, i którą mogą się chlubić są ich własne grzechy. Któż jednak o zdrowych zmysłach chlubił by się swoimi grzechami? I właśnie o to chodzi, że ktoś, kto widzi własną grzeszność, czuje się upokorzony i woła o miłosierdzie i nawrócenie, a taka to postawa jest właściwa przed Bogiem. Pokora ucisza duszę, umacnia pokój wewnętrzny i czyni otwartymi na Boga.

„Panie, moje serce się nie pyszni i nie patrzą wyniośle moje oczy. Nie dbam o rzeczy wielkie ani o to, co przerasta moje siły. Lecz uspokoiłem i uciszyłem swoją duszę, jak dziecko na łonie swej matki, jak ciche dziecko jest we mnie moja dusza”. (Ps 13,1-3).