Patron

Św. Franciszek Ksawery

Św. Franciszek Ksawery urodził się w 1506 r. w średniowiecznym zamku w Javier (Nawarra w Hiszpanii). Gdy miał 19 lat, wyruszył na studia do Sorbony. W Paryżu spędził 11 lat. Tam poznał św. Ignacego Loyolę oraz pięciu innych „pierwszych jezuitów”. Wraz z nimi postanawił udać się do Ziemi Świętej, aby tam poświęcić się pracy misyjnej.

 

W 1541 r. wyruszył do Indii, gdzie w Goa rozpoczął działalność misyjną. Dostosowywał się do zwyczajów i rytów miejscowej ludności, uczył się jej języka i poznawał jej religię. W ten sposób stał się “prekursorem nowożytnych misji”.

Następnie  jako pierwszy misjonarz z Europy stanął na ziemi japońskiej. Trafił tam dzięki poznanemu po drodze japońskiemu rozbitkowi Yajirō, który stał się później jego przewodnikiem. W latach 1549-51 ewangelizował Japonię, począwszy od Kagoshimy na południu Kiusiu, gdzie przyjął go życzliwie tamtejszy daimyō (wielki właściciel ziemski i miejscowy władca). Ale w niespełna rok później jezuitę wygnano z prowincji Satsuma i musiał przenieść się do Hirado. Następnie przez Hakatę i Yamaguchi na wyspie Honsiu udał się do Kioto, do szoguna Y. Ashikagi z prośbą o pozwolenie na głoszenie Ewangelii. Ponieważ nie uzyskał takie zgody, wrócił na Kiusiu, gdzie przy poparciu dwóch miejscowych rodów założył pierwszy kościół.
W 1551 r. opuścił Japonię i przybył na wyspę Shangchuan Dao, w pobliżu Chin, pragnąc dostać się do tego kraju. Czekając na zezwolenie ciężko zachorował i zmarł z 2 na 3 grudnia 1552, mając zaledwie 46 lat.

List do współbraci jezuitów

Moim wypoczynkiem, najdrożsi Bracia, jest tutaj nieustanna myśli o was i rozpamiętywanie czasów, kiedy dzięki miłosierdziu Bożemu poznałem was i cieszyłem się waszą przyjaźnią Większe Mnóstwo ludzi w tych stronach nie zostaje chrześcijanami tylko dlatego, że nie ma nikogo przysposobionego do świętego obowiązku nauczania ich. Często miałem ochotę znaleźć się na uniwersytetach Europy, a szczególnie w Paryżu i głośno jak szaleniec wołać do tych, którzy mają więcej wiedzy niż dobrej woli ku jej pożytecznemu zastosowaniu, aby wiedzieli, ile tu dusz traci niebo i idzie do piekła przez ich niedbalstwo.

Gdyby wraz z nauką literatury zechciał studiować rachunek, jakiego zażąda Bóg za dane im talenty, to nie jedne odczułby potrzebę odprawienia Ćwiczeń duchowych, które by ich doprowadziły do zrozumienia woli Bożej i poddania się jej wbrew własnym skłonnościom. Wtedy wołali by do Boga: O Panie! Oto jestem! Co chcesz, abym uczynił? Poślij mnie dokąd chcesz, nawet do Indii. O ile więcej spokoju zaznaliby w życiu ileż więcej mieliby nadziei na miłosierdzie Boże w chwili skonania, gdyby mogli powiedzieć na Boskim sądzie, któremu musi podlegać każdy zrodzony człowiek. Panie, pięć talentów otrzymałem, oto drugie pięć talentów zyskałem. Obawiam się jednak, że tylko po to, żeby zdobyć dostojeństwa, beneficja, biskupstwa; mówią, że po ich uzyskaniu będzie dość czasu na służbę Bogu. W ten sposób o wyborze zawodu przesądzają ich własne skłonności, ponieważ obawiają się, że wola Boga może nie zgadzać się z ich własną wolą, i w konsekwencji nie chcą Mu pozostawiać swobody w rozporządzaniu ich życiem. Naprawdę czuję pokusę napisania do naszych przyjaciół w Paryżu, do mistrza Piotra de Cornibus i doktora Franciszka le Picart, aby im powiedzieć, że wielkie mnóstwo pogan pojęłoby wiarę chrześcijańską, gdyby tylko znaleźli się księża do niesienia im pomocy. Ludzie pchają się tu w takich masach do Kościoła, że moje ręce po prostu opadają ze zmęczenia, tyle jest chrztów, a głos mój zupełnie zamiera w skutek ciągłego powtarzania w ich języku Wierzę, przykazań, modlitw i kazania o niebie i piekle. .

Jest to klasa ludzi zwana bragmanes. Są oni podporą pogaństwa i sprawują nadzór nad świątyniami, w których znajdują się bałwany. Jest to najprzewrotniejszy rodzaj ludzi na świecie i to o nich mówi się w modlitwie Psalmisty: de gente non sancta, ab homine iniquo et doloso eripe me. Oni nie wiedzą, co to znaczy mówić prawdę, lecz zawsze się zmawiają, aby chytrze kłamać i oszukiwać swych biednych współwyznawców.

A więc wmawiają w prosty lud, że bałwany potrzebują żywności i wielu ludzi przynosi ofiar, zanim oni sami zasiądą do stołów. Jedzą dwa razy dziennie przy dźwiękach kotłów i bębnów i ogłaszają, że to bałwany ucztują. Zamiast ograniczyć swe potrzeby, co bragmanes grożą nieszczęsnym łatwowiernym ludziom, że w razie niedostarczenia im tego, czego się od nich wymaga, bałwany ześlą im śmierć lub chorobę, albo sprowadzą diabłów do ich domów.

Mają mało wykształcenia, lecz wiele nieprawości i chytrości. Mnie uważają za wielkiego szkodnika, ponieważ stale ujawniam ich nikczemność, gdy jednak spotykam któregoś z nich na osobności, to ten przyznaje się do swych oszustw i mówi, że nie posiadają innych środków do życia prócz kamiennych bałwanów i kłamstw o nich zmyślonych. Oni faktycznie myślą, że ja umiem więcej niż oni wszyscy razem. Zapraszają mnie do siebie i mają mi za złe, gdy odmawiam przyjęcia darów, jakie mi przysyłają, aby mi zamknąć usta. Mówią, że wiedzą bardzo dobrze, że istnieje tylko jeden Bóg i że będą modlić się do Niego w mojej intencji. Ja też wypowiadam swoje zdanie o ich postępowaniu i ujawniam ich oszustwa i matactwa popełnione kosztem prostego ludu, który jest przywiązany do nich wyłącznie ze strachu; wreszcie ogarnia mnie zmęczenie po tylu wysiłkach. Gdyby nie ci bragmanes, wszyscy poganie byliby nawróceni.

Od czasu, jak tu jestem, tylko jeden z nich przyjął wiarę chrześcijańską, piękny młodzian, obecnie oddany sprawie nauczania dzieci katechizmu. .

Gdy obchodzę wsie chrześcijańskie, mijam liczne pagody. W jednej miejscowości było przeszło 200 bragmanes. Wyszli oni na moje spotkanie i podczas dyskusji o wielu sprawach zadałem im następujące pytanie: co wasi bogowie i bałwany, którym oddajecie cześć, każą wam czynić, aby osiągnąć zbawienie? Długo spierali się między sobą, kto ma odpowiedzieć na moje pytanie. Przypadło to w udziale jednemu z najstarszych, 80-letniemu starcowi, który prosił mnie, abym pierwszy powiedział, jakie są żądania stawiane przez Boga chrześcijan jego wyznawcom. Przenikając jego podstęp, odmówiłem powiedzenia czegokolwiek, zanim on sam nie odpowie na moje pytanie; w ten sposób był zmuszony wykazać swój brak wykształcenia.

Odpowiedział mi, że bogowie dali dwa przykazania wszystkim ludziom, pragnącym osiągnąć swe niebo. Pierwsze, żeby ludzie nie zabijali krów, lecz czcili w nich samych bogów, drugie zaś, by dawali ofiary bragmanom, którzy obsługują pagody. Usłyszawszy to bardzo się zasmuciłem, że diabeł może aż tak panować nad naszymi bliźnimi, że przywłaszcza sobie cześć należną jedynemu Bogu. Porwałem się więc na nogi i każąc bragmanom, by usiedli, wielkim głosem w ich własnym języku wypowiedziałem Credo i przykazania, czyniąc krótką przerwę po każdym przykazaniu.

Potem wygłosiłem również w ich języku kazanie o niebie i piekle, i powiedziałem, kto idzie do jednego z tych miejsc, a kto do drugiego. Po kazaniu wszyscy bragmanes powstali i gorąco mnie ucałowali mówiąc, że Bóg chrześcijan jest naprawdę prawdziwym Bogiem, skoro jego przykazania tak są zgodne ze wszystkimi słusznymi racjami. Zapytali mnie, czy nasze dusze umierają wraz z naszymi ciałami, jak dusze zwierząt; Bóg poddał mi argumenty odpowiednie dla ich umysłów, by jasno udowodnić prawdę o nieśmiertelności duszy. Zdaje się, że byli z tego bardzo zadowoleni. Należy unikać scholastycznych subtelności w rozmowach wobec takich prostych ludzi. Jeszcze jedno chcieli siedzieć a mianowicie, przez jaki otwór wychodzi dusza, gdy człowiek umiera, i czy dusza człowieka pogrążonego we śnie, gdy mu się śni, że jest w jakimś kraju ze swymi przyjaciółmi i znajomymi, udaje się na to miejsce i czasowo przestaje przebywać w jego ciele (mnie samemu często śni się taki sen, moi drodzy, i wtedy myślę, że jestem wśród was).

Było jeszcze jedno pytanie: czy Bóg jest biały czy też czarny, stosownie do rozmaitości barw na twarzach ludzi. Ponieważ w tym kraju ludzie są czarni i lubią ten kolor, dlatego twierdzą, że Bóg również jest czarny. Większość bałwanów jest czarna. Oni je stale namaszczają olejem i dlatego cuchną obrzydliwie. Są też przerażająco brzydkie. Bragmanes wyglądali na bardzo zadowolonych z moich odpowiedzi na wszystkie pytania, wobec czego rozpocząłem dyskusję mówiąc, że skoro poznali prawdę, to powinni zostać chrześcijanami. Oni jednak odpowiedzieli w sposób bardzo dobrze znany nawet w krajach chrześcijańskich: co pomyśli świat o nich, jeżeliby mieli dokonać tej zmiany w trybie swego życia? Odstraszał ich również wzgląd na to, że utraciliby jedyny środek do życia. Jeden z nich chciał porozmawia o tych sprawach. Postanowiłem spotkać się z nim. Pod wielkim sekretem zwierzył mi się, że pierwszą czynnością nauczycieli w szkołach jest przymuszenie uczniów do przysięgi, że nigdy nie ujawnią niektórych rzeczy, jakie się tam nauczą.

Zaprzyjaźniliśmy się i w zaufaniu objaśnił mi, jakie to są te rzeczy. Między innymi była następująca: nigdy nie ujawniać, że istnieje tylko jedne Bóg, Stworzyciel nieba i ziemi, przebywający w niebie, i że Jemu należy oddawać cześć, a nie bałwanom, które są demonami. Pytał, czy ma zachować to, co słyszał w sekrecie. Odpowiedziałem, że przeciwnie, nie powiem niczego o głównych zasadach chrześcijaństwa, o ile on nie obieca mi, że nie będzie ich trzymał w ukryciu, na co on chętnie przystał. Z największą przyjemnością wypowiedziałem i objaśniłem te doniosłe słowa naszej wiary: Ten, kto uwierzy i ochrzci się, będzie zbawiony. Zapisał te słowa i komentarz w swym własnym języku wraz z Credo i przykazaniami, które również wyłożyłem. Opowiedział mi, jak w nocy śnił ku swej wielkiej radości i zadowoleniu, że miał zostać chrześcijaninem i moim towarzyszem podróży. Prosił mnie, abym go ochrzcił w tajemnicy, lecz pod warunkami, które nie były ani uczciwe, ani dozwolone, wobec czego byłem zmuszony odmówić. Ufam w Bogu, że on zostanie kiedyś chrześcijaninem, poniechawszy tych wszystkich zastrzeżeń. Poradziłem mu, by uczył prostych ludzi czcić Boga jedynego, Stworzyciela nieba i ziemi, lecz sprzeciwił się ze względu na swoją wiarę i ze strachu, że demon mógłby go zabić.

Nie wiem, co jeszcze mógłbym wam powiedzieć prócz tego jednego. Tak wielkie są radości zesłane przez Boga, Pana naszego, pracującym tu nad nawróceniem pogan, że jeśli istnieje na świecie radość, to niewątpliwie jest nią właśnie ta. Często słyszę, jak pewna osoba woła [tzn. sam Franciszek Ksawery]: O Panie, nie dawaj mi tyle pociech a w tym życiu, albo skoro już w swej nieskończonej dobroci i miłosierdziu dajesz mi aż tyle pociech, to zabierz mnie do swej świętej chwały, bo męką jest żyć, nie widząc Ciebie po doznaniu Twego wewnętrznego pocieszenia. .

Wśród łask, okazanych mi przez Boga teraz i dawniej, jest jedna, do której tęskniłem z całego serca: abym przed śmiercią doczekał zatwierdzenia naszej reguły i sposobu życia. Dzięki, nieskończone dzięki Bogu, Panu naszemu, że uznał za dobre ujawnić na zewnątrz to, co tajemnie oznajmił swemu słudze a naszemu Ojcu Ignacemu. Zdaje mi się, że w ciągu dwóch lat wszystkie msze ojca Pawła i moje były w intencji najprzewielebniejszego kardynała Guidationa [właśc. Guidiccioni] Moim wypoczynkiem, najdrożsi Bracia, jest tutaj nieustanna myśli o was i rozpamiętywanie czasów, kiedy dzięki miłosierdziu Bożemu poznałem was i cieszyłem się waszą przyjaźnią. Wiem bardzo dobrze, ile straciłem wówczas z mojej własnej winy, nie wykorzystując o wiele więcej mądrości, którą dał wam Bóg. Oby okazał mi On swoje miłosierdzie i pozwolił za sprawą waszych wiernych modlitw dojrzeć moje niezliczone grzechy i żałować za nie; niech mi da siłę do wytrwania na mojej drodze wśród pogan. Jestem tak bardzo wdzięczny Jemu i wam również, najdrożsi bracia.

Kończę więc modlitwą, by jak w swym miłosierdziu nas połączył, a później dla swej służby tak daleko nas rozdzielił, tak oby nas znowu połączył w swej świętej chwale. Ażeby ta radość stała się naszym udziałem, weźmy za pośredników i obrońców te święte dusze, które ochrzciłem w tych krajach, a sądzę, że jest ich ponad tysiąc, i które Bóg powołał do siebie, zanim utraciły stan niewinności. Niech uzyskają one dla nas na tym świecie wygnania to, byśmy poznali Jego świętą wolę i dobrze ją wypełniali.

Wasz kochający brat, Franciszek.